IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Marmurowe schody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry



Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Marmurowe schody   Czw 13 Wrz - 15:40

Na samym końcu korytarza przy wejściu rozciągają się potężne schody wykonane z jasnego marmuru. Nie bójcie się, to nie jest Hogwart. Schody nie zaatakują Was w razie zadumy, czy też chwilowego zagapienia się. Praktycznie rzadko kiedy można spotkać tu kogokolwiek, kto wybrał sobie schody na parterze jako miejsce docelowe swojej wędrówki po szkole. Zapytacie dlaczego. W ciągu jednego dnia przebiega tędy tyle osób, przez co ciężko zamienić chociażby kilka słów ze znajomym. Jednak uważajcie… Sprzątanie owych schodów nie należy do najprzyjemniejszych czynności, a jest to miejsce, w którym odbywa się spora ilość kar, dlatego też nie można zarzucić braku czystości na tym obszarze. W końcu czyszczenie takiej powierzchni musi być wykonane perfekcyjnie.
Powrót do góry Go down
Niestanka Karpowicz
Profesor



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 5

PisanieTemat: Re: Marmurowe schody   Nie 14 Wrz - 14:54

Cisza, spokój, pustka na korytarzach. Przynajmniej do czasu pojawienia się w wejściu do szkoły przemoczonej rudowłosej osóbki o niezbyt tęgiej minie. Krople wody spływały po ciemnozielonym płaszczu, zostawiając mokre kałuże na wypucowanej podłodze. Drobne ciało drżało lekko z zimna, a na policzkach pojawiły się wypieki, prawdopodobnie po szybkim biegu. Ciężko w tym okazie nieszczęścia było rozpoznać pannę Karpowicz, obecną nauczycielkę astronomii. Tak po prawdzie to nie czuła się nią – mało kto zdawał sobie sprawę jak ciężko traktować uczniów, którzy są jedynie od siedmiu do około dziesięciu lat młodsi od niej z należną powagą. I równie ciężko na ich szacunek było zasłużyć. Chociaż akurat Niestanka nie starała się zyskać czyjegoś poważania na siłę; i tak bliżsi byli jej – nieliczni, ale co poradzić – uczniowie niż reszta kadry nauczycielskiej, która jak dla niej na siłę wypracowywała zdobycie poważania. Najczęściej przez srogie traktowanie wychowanków. Śmieszna rzecz. W każdym razie obecnie ruszyła szybko w stronę schodów, mając nadzieję na jak najszybsze dotarcie do swej komnaty, by przebrać się w suche ubranie i ogrzać trochę. A to wszystko przez jej chęć odetchnięcia świeżym, choć już coraz zimniejszym, powietrzem. Powinna się domyślić, że skończy się to ulewą i zdradzieckimi kałużami, przez które dwa razy przewróciła się w drodze do zamku. Miała już tego wszystkiego dość.
Jednak jak widać atrakcje na dziś jeszcze nie zamierzały się skończyć. Idąc, pogrążona w myślach, patrząc na sufit zamiast przed siebie nagle na schodach wpadła na kogoś, chwiejąc się, by w końcu upaść na cztery litery. Zmełła w ustach chcące wydobyć się na wolność przekleństwo, spoglądając wrogo na przyczynę jej obecnego położenia. Zaraz jednak jej twarz się rozpogodziła, kiedy w stojącej przed nią osobie rozpoznała swoją uczennicę, Svetlanę.
- Panno Romanow, dosłownie powaliła mnie pani na kolana – uśmiechnęła się psotnie, podnosząc się na nogi i odgarniając mokre kosmyki z twarzy. – Jak widać dzisiejszy dzień przyszykował dla mnie wiele atrakcji. Ale, ale – nie powinna być pani na lekcjach? – zapytała w końcu, przybierając surowy ton, z marnym skutkiem. Kąciki ust jak na złość nie chciały pozbyć się uśmieszku, czekającego na wypłynięcie.
Powrót do góry Go down
Svetlana Romanowa
V rocznik



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Marmurowe schody   Nie 14 Wrz - 18:59

Jedne zajęcia za drugimi. Schody, schody, piętro, przez balustradę na następne schody. Doprawdy, w tym roku plan Svetlany nie ułożył się po jej myśli, i musiała biegać od jednej klasy do drugiej. Brakowało jej tych magicznych, długich przerw pomiędzy zajęciami, chwili na zaczerpnięcie chłodnego powietrza zza drzwi zamku, czy możliwości skupienia się na kolejnym pomyśle, który gdzieś tam czaił się w zakamarkach jej umysłu. Już od dłuższego czasu chodził za nią pewien drobny projekt, a zrealizowanie go wymagało od niej nie lada wysiłku, sporządzenia listy potrzebnych i prawdopodonie przydatnych rzeczy i składników, oraz znalezienia wolnego weekendu na jego zrealizowanie. Do tego niektóre z nich musiały być zbierane w konkretnych warunkach, żeby nadawały się do sporządzenia wymyślonego przez Lanę eliksiru.
Nie dziwne więc, że kiedy nadarzyła się okazja na wyjście na dwór w czasie deszczu, i to w środku dnia, panna Romanowa pędziła przez korytarze Instytutu  jakby gonił ją największy buhorożec w historii. Jednocześnie trzymała nos wciśnięty w kawałek pergaminu, zabazgranego pospiesznie wypisanymi nazwami roślin, przypraw i innych składników. Jej uwaga była skoncentrowana w większej części na układaniu w głowie szybkiego planu działania, a kroki stawiała z pamięci. Dwanaście stopni, podest. Pięć. Nie miała dużo czasu, a każda stracona w tym przypadku minuta była marnotrawstwem. W końcu tylko raz w tygodniu zdarzała się jej wolna podwójna przerwa w środku dnia, podczas której jej towarzysze z klasy mieli zajęcia z któregoś z przedmiotów, na które Lana się nie zapisała.
Jeden schodek. Drugi schodek. Trzeci i TRACH. Nagle dziewczyna odbiła się od czegoś, a raczej kogoś, i leciała w dół, obijając tyłek o schodek, na który nie trafiła pośladkami. Zjechała tyko jeden poziom niżej, a zabazgrany cenny kawałek pergaminu wyleciał jej z ręki, lecąc niesiony podmuchem zderzenia w jakieś niezidentyfikowane miejsce. Zanim Lana zdążyła coś powiedzieć czy zarejestrować, na kogo wpadła, druga osoba zdążyła się odezwać. Na Merlina! Prawie zabiłam nauczycielkę astronomii!
- Dobry. To znaczy dzień dobry pani profesor! - Powiedziała, zbierając się ze schodów. Coś czuła, że jutro z rana będzie miała problem z lewym biodrem. Zapewne na jej pośladku pojawi się siniak wielkości szkła teleskopu, albo odcisk w kształcie podłużnej szramy. Trudno. - Tak mi przykro! Przepraszam najmocniej! - Kontynuowała, jednocześnie rozglądając się po schodach w poszukiwaniu cennego pergaminu. Kiedy nauczycielka wspomniała o lekcjach, Lana wyprostowała się i powiedziała już nico bardziej spokojnym głosem:
- Mam teraz krótką przerwę pomiędzy lekcjami. - Przyjrzała się pani profesor nieco dokładniej.
Mokry płaszcz, pół uśmiech malujący się na jej ustach i kałuża tworząca się w miejscu, w którym stała. Zdecydowanie skądś wracała. I to z kierunku, który obrała sobie na ten moment Lana.

__________________________________

I dance with myself, I drunk myself down
Found people to love, left people to drown
I'm not scared to jump, I'm not scared to fall
If there was nowhere to land I wouldn't be scared at all
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Marmurowe schody   

Powrót do góry Go down
 

Marmurowe schody

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Tematy-