IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry



Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Boisko    Czw 13 Wrz - 16:39

Durmstrandzkie boisko niezbyt się różni od innych boisk qudditcha - również jest w kształcie elipsy (lub, jak kto woli, kurzego jajka), również jest obrośnięte zieloną, gęstą, równo przystrzyżoną trawą, na jego dwóch krańcach również wznoszą się słupy zakończone pętlami, pełniące funkcję bramek... Właściwie to boisko w Instytucie niczym się nie różni od reszty stadionów. Można jedynie dodać, że mecze i rywalizacja są o wiele bardziej zacięte tutaj, w Durmstrangu, gdzie niemal każdy jest uczony, że nie liczy się nic innego, jak wygrana. No i... nie trzeba chyba dodawać, że boisko bardzo często jest miejscem służącym do nocnych imprezek?
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Czw 4 Wrz - 19:24

Trzymała się mocno rączki swojej miotły, gdy wiatr smagał jej twarz. Ręce jej zdrętwiały z zimna, a ciałem wstrząsały chwilowe dreszcze. Mimo to czuła się cudownie wolna od wszelkich trosk, które ją dopadały na ziemi. W powietrzu nie było wrednych znajomych ze szkoły, podziałów ze względu na czystość krwi, nauczycieli dręczących pracami domowymi i tych dręczących ją koszmarów sennych.
Nagle skierowała miotłę prosto w dół, leżała blisko trzonka miotły, a zęby miała zaciśnięte, kiedy rozwijała prędkość. Gwałtownie poderwała się tuż nad ziemią i leciała smagając palcami stóp długą trawę na murawie. Szczęka ją bolała, ale to było nic od odczuwanego zimna. Mocno trzymała kafla pod pachą, a lecąc slalomem omijała gwałtownie wyimaginowanych przeciwników. Wzniosła się ku górze i rzuciła piłką prosto przez obręcz bramki. Nim ta poszybowała dalej, Liv pośpieszyła, aby ją pochwycić w powietrzu. W mgnieniu oka zmieniła kierunek i w podobny sposób pędziła na drugą stronę. Śmiało robiła swoisty korkociąg w powietrzu oraz akrobacje z miotłą. Lubiła demonstrować sztuczki podczas meczu, zwłaszcza po zdobyciu punków dla swojej drużyny. Przerzuciła kafel przez kolejną obręcz. Następnie powoli opadła na trawę. Tak dawno nie czuła ziemi pod stopami, że nogi ugięły się jej w kolanach. Położyła się bezwładnie na wilgotnej trawie. Zesztywniałymi dłońmi zdjęła gogle ochronne, które chroniły oczy przed wiatrem i deszczem. Zmęczona przetarła buzię, lecz mimo wykończenia zaczęła się śmiać pod wpływem niesamowitego szczęścia, które ją ogarnęło.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią 5 Wrz - 12:51

Miał wrażenie, że nogi same niosą go w stronę boiska. Zawsze tak było; wysokie obręcze, ogromny owal przystrzyżonej trawy i wnoszące się dookoła trybuny wydawały się wytwarzać własne pole grawitacyjne, które przyciągało go do siebie odkąd pierwszy raz postawił nogę w szkole. Siedem lat temu? Trudno było uwierzyć, że minęło już tyle czasu, bo za każdym razem czuł się dokładnie tak samo, krok po kroku zbliżając się do stadionu, ze wzrokiem utkwionym w nieokreślonej, przestrzeni między obręczami. Zazwyczaj pustej... ale nie dzisiaj. Zwolnił nieco, na widok szybującej w powietrzu sylwetki, jednak postanowił nie rezygnować z treningu mimo wszystko. Z tej odległości nie mógł jeszcze ocenić, kim był tajemniczy zawodnik, choć wydawało mu się, że od czasu do czasu dostrzegał mignięcie rudych włosów.
I faktycznie; zauważył ją od razu, gdy tylko jego stopy dotknęły boiska. Nie ćwiczyła już, leżała rozłożona na trawie i w pierwszej chwili pomyślał, że  być może coś jej się stało, ale wtedy usłyszał jej śmiech. Dźwięczny, niosący się wyjątkowo wyraźnie po pustej przestrzeni.
Poprawił opartą o ramię rączkę miotły, czując szamoczące się w kieszeni skrzydełka złotego znicza. Nie jego własnego oczywiście; skorzystał z przywilejów, jakie dawało mu przewodzenie drużynie Trytonów i pożyczył jednego ze szkolnych. Uśmiechnął się na samą myśl o nadchodzącym treningu; nie mógł doczekać się rozpoczęcia sezonu. Znów spojrzał na leżącą na trawie dziewczynę, przez moment zastanawiając się, czy po prostu jej nie zignorować. Rozpoznał w niej ścigającą Smoków, z którą nigdy wcześniej nie zamienił słowa, mimo że dosyć często mijali się w szkole i na meczach. Nie chciał jednak wyjść na niewychowanego, postanowił więc chociaż się przywitać; w końcu oboje przyszli tu w tym samym celu.
Podszedł bliżej, mają nadzieję, że jej nie wystraszy.
- Kto wygrał? - zagadnął, przystając obok i zerkając na nią z góry, po czym ściągnął miotłę z ramienia i oparł się o nią. Uśmiechnął się lekko, nieco niepewnie. - Ty, czy ty?
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią 5 Wrz - 13:39

Leżała chwilę z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko. Uchyliła powieki, kiedy poczuła czyjąś obecność. Przecież to nic nadzwyczajnego? Ludzie często mają wrażenie, ktoś ich obserwuje. Niestety intuicja nie powiedział Liv, kto przyszedł na boisko. Nie rozpoznała głosu, ponieważ rzadko go słyszała, a jak już to gdzieś przypadkiem. Podniosła się, aby przyjrzeć się uczniowi. Wybałuszyła oczy, gdy rozpoznała rysy twarzy. Żołądek podszedł jej do gardła.
Dobrze pamiętała swój pierwszy mecz, jaki widziała w Durmstrangu, ponieważ to wówczas zobaczyła Nikolaya. Wówczas też postanowiła trenować się w quidditchu. Dopiero dwa lata temu dopuścili ją do gry w jej drużynie, ale szybko przekonali się, że Liv po mimo małego doświadczenia (nigdy nie latała na miotle jako dziecko) może być dobrym graczem. Nie była na tyle zdolna, aby starać się o pozycję szukającego, lecz dawała z siebie wszystko jako ścigająca. Przez te kilka lat podziwiała starszego kolegę z Trytonów. Jednak nigdy nie miała na tyle odwagi, aby z nim porozmawiać. O jej zadurzeniu nie wiedział nikt.
W jej głowie zaroiło się od myśli o tym, że jest spocona, brudna, ma dziwaczny śmiech lub widział jak latała i uzna ją za wariatkę. Wszystko skupiało się wokół tego, aby zrobić dobre wrażenie. Mimo to nie dała po sobie niczego poznać, a jej wahanie trwało ułamek sekundy.
- Oczywiście, że ja - wskazała na siebie ze swoją charakterystyczną nonszalancją, kiedy próbowała udowodnić całemu światu, że jest pewna siebie. - Ja nie ma ze mną szans, chociaż to trudny przeciwnik - dodała i pokazała dłonią powietrze. Teraz to naprawdę zastanawiała się, czy chłopak nie weźmie jej za wariatkę.
Przyjrzała mu się uważniej.
- Też przyszedłeś trenować? - rzekła, aby tylko odwrócić uwagę od swojej głupiej wypowiedzi.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią 5 Wrz - 20:32

Roześmiał się, słysząc jej odpowiedź. Mimo że zazwyczaj nie przepadał za towarzystwem, czuł się dobrze i w pewien sposób lekko. Spojrzał w górę, odruchowo wodząc spojrzeniem od jednej strony boiska do drugiej, jakby próbował odnaleźć wzorkiem błyśnięcie złota, chociaż przecież doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie nastąpi; znicz nadal spoczywał bezpiecznie w jego kieszeni, przypominając o swojej obecności od czasu do czasu. Przestąpił z nogi na nogę, nie mogąc doczekać się oderwania od ziemi.
Spojrzał na nią ponownie, słysząc jej pytanie i zawahał się; na usta cisnęła mu się jakaś złośliwa riposta w stylu: nie, przyszedłem rozpalić ognisko i upiec na nim kilka ciasteczek, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Istniał pewien niepisany i trudny do wyjaśnienia szacunek, którym automatycznie obdarzał wszystkich innych zawodników Quidditcha, i którego sam Nikolay nie był w stanie zrozumieć; poza tym dziewczyna wydawała się sympatyczna i raczej pozytywnie nastawiona. W przeciwieństwie do większości osób, wśród których przyszło mu egzystować, nie rozpoczęła rozmowy od pokazu siły ani nie rzuciła nieprzyjemnej uwagi na temat tego, że wciąż korzystał ze szkolnych mioteł. Należało jej się więc co najmniej tyle samo i najprawdopodobniej dlatego w końcu uśmiechnął się, kiwając głową i wskazując na trzymaną w ręce miotłę.
- Miałem nadzieję poćwiczyć przed rozpoczęciem sezonu - powiedział. Jego wzrok przemknął po twarzy dziewczyny i zatrzymał się na leżącym nieopodal, czerwonym kaflu. Zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiając, po czym dodał po chwili wahania: - I szczerze mówiąc liczyłem na puste boisko, ale skoro już tu jesteś, może masz ochotę zmierzyć się z innym zawodnikiem niż ty? - zapytał, wskazując głową na sporą piłkę. Minęło mnóstwo czasu odkąd miał ją w rękach, ale przecież nie o to chodziło. - Tylko ostrzegam, że kiepski ze mnie przeciwnik - dodał, wzruszając ramionami i rzucając jej pytające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią 5 Wrz - 21:15

Rudowłosa nie należała do osób, które ważyły swoje słowa. Mówiła co jej ślina przynosiła na język i dopiero po fakcie rozumiała, że niektóre wypowiedzi mogą ranić. Mimo żalu jaki odczuwała, prawie nigdy nie przepraszała. Taka już była jej maniera.
- To dobrze, że wolisz trenować. Już myślałam, że niesiesz swoją miotłę, aby zrobić z niej ognisko! - powiedziała z uśmiechem, bo dopiero po jego słowach zorientowała się, że co innego mógłby tutaj robić. Zrobiło jej się głupio, a w takich sytuacjach ratowała się jakimś żarcikiem.
Nadal odczuwała stres związany z rozmową, więc szansa uniknięcia jej była fantastyczną opcją. Jednak ogarnęły ją wątpliwości, czy aby ponownie się nie zbłaźni. Była dość niezdarna i dobrze o tym wiedziała. Zignorowała lęk, a szybko bijąca krew tylko dodawała jej odwagi. Stres dodawał jej sił oraz zachęcał do podjęcia ryzyka. Strach minie, jeśli tylko wzniesie się w powietrze i poczuje napływ adrenaliny.
Wstała z ziemi i otrzepała resztki mokrej trawy, ale ta uparcie została na stroju. Deszcz ponownie zaczął kropić. Sprawnym ruchem nasunęła gogle na oczy i poprawiła rękawice.
Liv wiedziała, że Nikolay jest szukającym i ona kiedyś aspirowała na tą pozycję. Jednak z czasem przyzwyczaiła się do roli ścigającej, więc ostatecznie nie walczyła o wolne miejsce. W związku z tym postanowiła rzucić wyzwanie.
- W porządku. Ale oboje będziemy próbować złapać znicza - uśmiechnęła się chytrze i w biegu wystartowała w powietrze. - Chyba masz znicza przy sobie?! - krzyknęła w jego kierunku.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią 5 Wrz - 22:33

Kiedy dziewczyna się odezwała, zamrugał zaskoczony, przez krótką, szaloną chwilę zastanawiając się, czy przypadkiem nie posiadła tajemnej zdolności czytania w myślach. Konsternacja nie trwała jednak długo, choć wystarczająco, by poczuł się z tego powodu głupio. Roześmiał się, próbując jakoś zamaskować kilka sekund niezbyt rozgarniętego (jak domyślnie przypuszczał) wyrazu twarzy i unosząc dłonie do góry w geście kapitulacji.
- Przejrzałaś mnie - powiedział, robiąc minę ucznia przyłapanego przez nauczyciela na gorącym uczynku. - Miałem zamiar złożyć miotłę w ofierze, rozebrać się do naga i zatańczyć wokół ognia taniec deszczu - dodał, starając się, by zabrzmiało to śmiertelnie poważnie, ale kąciki jego ust i tak drgały niebezpiecznie. - O, widzisz? - wskazał na pokryte ciemnoszarą masą chmur niebo, z którego właśnie zaczynały skapywać pierwsze krople. Zabawne; zazwyczaj nie zdarzało mu się zagadywać przypadkowych osób, nie mówiąc już o rzucaniu żartami, ale dzisiaj czuł się wyjątkowo swobodnie. Być może miało to coś wspólnego z przebywaniem na terenie, który od zawsze budził w nim raczej pozytywne emocje. A może nie; może tym, co wytrącało go z równowagi nie byli poszczególni ludzie, a ich duże skupiska.
Z ziemi poderwał się z sekundowym opóźnieniem, szybko dołączając do rudowłosej. Przez myśl przemknęło mu, że nie pamięta jej imienia, ale jednocześnie czuł, że powinien je znać; nie chciał więc zdradzać się pytaniem, mając nadzieję, że w którymś momencie samo wypłynie, oszczędzając mu kolejnej chwili zażenowania. Zresztą - owa myśl szybko umknęła, przegoniona przez przepływające szybko wokół niego powietrze.
- Jak sobie pani życzy! - odkrzyknął, wykonując nieco niezdarny ukłon na miotle i wyciągając z kieszeni małą, złotą piłeczkę, która natychmiast zatrzepotała skrzydełkami, wyrywając się z jego uścisku. Otworzył dłoń, pozwalając by znicz poszybował w górę i mgnieniu oka zniknął z pola widzenia. - O co gramy? - zapytał bez przemyślenia, motywowany jakimś nagłym impulsem.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Sob 6 Wrz - 8:07

Znowu głośno się zaśmiała. Wcześniej nie była pewna czy jej żart zostanie dobrze odebrany. Od razu stwierdziła, że chłopak ma poczucie humoru. Odetchnęła z ulgą.
- Na szczęście ten taniec jest zbędny - odpowiedziała z przekąsem wystawiając rękę na spadajace krople. Pogoda nie dopisywała, lecz to właśnie wówczas dobrze jest trenować. W trakcie meczu gracz nie przeżyje szoku, gdy będzie musiał latać na miotle między błyskawicami. Na wyspie często wiał silny wiatr, więc kolejnym atutem gracza była dobra miotła. Liv zdecydowanie więcej musiała nadrabiać swoim sprytem i zdolnościami.
Przyjrzała się małej złotej kulce, która szybko odleciała z dłoni chłopaka. Równie szybko straciła ją z oczu. Na pytanie zareagowała wykrzywioną buzią w buzie. Jakby dla ułatwienia rytmicznie ruszała palcem po brodzie.
- Skoro twój nagi taniec nie wypalił, to ten kto przegra będzie musiał wykonać nagi lot na miotle wokół zamku! - krzyknęła w jego stronę i poczekała, aż potwierdzi zakład.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Sob 6 Wrz - 9:09

Nie odpowiedział od razu, tym razem nawet nie próbując ukrywać zaskoczenia. Chociaż chwilę wcześniej odruchowo już zaczął śledzić okolicę w poszukiwaniu złotego błysku, propozycja dziewczyny kazała mu odwrócić wzrok w jej kierunku; spojrzał na nią, otwierając oczy nieco szerzej i marszcząc brwi, jakby podejrzewał, że się przesłyszał. Ale nie, dźwięczny głos rudowłosej rozbrzmiał w panującej na boisku ciszy tak wyraźnie, że nie było mowy o pomyłce.
Uśmiechnął się w końcu, przywołując się do porządku; skrzyżował ramiona na klatce piersiowej udając, że się zastanawia, chociaż prawdę mówiąc - nie było nad czym. Nie przyjmując zakładu, przyznałby się do przegranej jeszcze przed podjęciem próby sięgnięcia po zwycięstwo. W efekcie, nawet gdyby udało mu się złapać znicza przed dziewczyną, niesmak i tak by pozostał, mimo wszystko sprawiając, że czułby się jak po poniesieniu porażki. Wybór w rzeczywistości nie pozostawiał mu wyboru.
Z drugiej strony - co miał do stracenia? Większość uczniów z jego rocznika już i tak zdążyła przylepić mu łatkę dziwaka; on z kolei nie miał w zwyczaju przejmować się zdaniem innych. Przerażała go jedynie myśl, że informacja o jego wyczynie mogłaby dotrzeć do ojca, ale póki co nie zaprzątał sobie tym głowy. W końcu - jeszcze nie przegrał, prawda?
- W porządku! - powiedział wreszcie, podlatując do niej i wyciągając dłoń w celu przypieczętowania zakładu, czując już powoli rozpływającą się po ciele adrenalinę. Kochał współzawodnictwo samo w sobie; i tu nawet nie liczyło się już, z kim walczył i jaka była stawka.
Chociaż wykonanie nagiego przelotu wokół zamku należało do najciekawszych, o jakie przyszło mu grać.
- Swoją drogą nigdy bym nie powiedział, że takie atrakcje należą do twoich skrytych marzeń - dodał, zanim zdążył ugryźć się w język, ale jego ton pozostawał raczej przyjazny, a w głosie nie kryła się złośliwość. Wyprostował się, odrywając w końcu wzrok od dziewczyny i niespiesznie przeczesując spojrzeniem powietrze.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Sob 6 Wrz - 17:09

Niespiesznie zataczała kręgi wokół boiska. Leciała wysoko, ponieważ tak było jej łatwiej. Jako ścigająca miała zupełnie inną taktykę, ale teraz musiała polegać na tych licznych meczach, jakie oglądała. Nie tylko tych szkolnych, gdyż wiernie kibicowała drużynom estońskim. O, taka nutka patriotyzmu. Przecież te drużyny nie olśniewały w porównaniu do rosyjskich, bułgarskich, a nawet polskich! Nigdy jednak nie musiała wypatrywać małej złotej piłeczki. Oczy ją piekły od wpatrywania się w przestrzeń, gdyż starała się jak najrzadziej mrugać. Deszcz i brak słońca wszystko utrudniały. Jednak Liv nie miała zamiaru się poddawać.
Uśmiechnęła się z przekąsem, kiedy chłopak odpowiedział twierdząco na propozycję zakładu. Nie mogła oczekiwać niczego innego. Ruda czuła przypływ adrenaliny. Musiała wygrać, gdyż wolałaby znowu nie wpadać w tarapaty. Wielu nauczycieli miało jej już dosyć, a nagi lot mógłby okazać się gwoździem do trumny. To zupełnie nic w porównaniu do nocnych przechadzek, niszczenia mienia i licznych bójek lub nielegalne pojedynkowanie się na korytarzach szkoły.
- Atrakcje to ja będę miała, kiedy cała szkoła okrzyknie cię ekshibicjonistą! - krzyknęła w jego stronę. - Tak, więc musisz się postarać, bo masz do czynienia z bardzo wytrwałą i upartą osobą.
Okrążyła ponownie boisko, aż zrównała się z rywalem.
- W ogóle to jestem Liivi - powiedziała mimochodem, kiedy go wymijała. Przeczuwała, że on jeszcze nigdy wcześniej nie miał okazji przypisać tego konkretnego imienia do jej osoby. Na tą myśl uśmiechnęła się smutno, lecz przecież sama była sobie temu winna.


//Możemy rzucać kostkami. Wygra ten z większą liczbą oczek.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Sob 6 Wrz - 20:09

Wzbił się wyżej, czując, jak wszystkie niepotrzebne myśli umykają z jego głowy. Nie myślał już o ewentualnej przegranej; nie było sensu martwić się na zapas, poza tym - z czystym umysłem miał większe szanse na szybką reakcję. Odetchnął więc głęboko, będąc wreszcie w swoim żywiole i jak zawsze mając wrażenie, że całe jego życie zostało na trawie kilkadziesiąt metrów niżej. W powietrzu było tylko tu i teraz; dwoje zawodników i jedna złota piłeczka, mająca lada chwila błysnąć na boisku. Rozglądał się uważnie, poszukując tak dobrze znanego błysku, a jednocześnie od czasu do czasu sprawdzając, co robiła rudowłosa - i czy przypadkiem nie wypatrzyła celu przed nim. Póki co wyglądało jednak na to, że nie; obrała podobną taktykę, co on, zataczając obszerne koła i również obserwując.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy przeleciała obok niego, przedstawiając się. Odwrócił się przez ramię, tylko na chwilę spuszczając wzrok z boiska i zatrzymując go na Liivi.
- Nikolay - odpowiedział, podciągając wyżej kąciki ust, czego nie mogła zobaczyć, ponieważ zdążyła go minąć i odlatywała właśnie w przeciwnym kierunku. On także wrócił do swojej powolnej trasy, po cichu marząc, żeby maleńka piłeczka dała już o sobie znać. Nie przeszkadzało mu co prawda czekanie, nie należał też do niecierpliwych, ale tęsknił za tym cudownym zastrzykiem adrenaliny, który dawał widok trzepoczących, złotych skrzydełek. Tymczasem zatoczył jednak kolejny okrąg i znów zrównał się z dziewczyną.
- Grałaś już kiedyś jako szukająca? - zapytał z zaciekawieniem, żałując, że nie może pozwolić sobie na dokładniejsze śledzenie jej poczynań. Lubił obserwować innych graczy w trakcie ćwiczeń, kierując się żelazną zasadą, że od każdego zawodnika można nauczyć się czegoś przydatnego.

| no to rzucam :D
Powrót do góry Go down
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry



Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Re: Boisko    Sob 6 Wrz - 20:09

The member 'Nikolay Veselovsky' has done the following action : KOŚCI

'Kostka' :
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Nie 7 Wrz - 17:44

Kiedy minęła Nikolay, to usłyszała jeszcze, że sam się przedstawia. Tylko zachichotała i odpowiedziała w myślach: "Wiem". Starała się nie zwracać na niego uwagi, dopóki nie zadał pytania. Oderwała na ułamek sekundy wzrok od boiska.
- Starałam się kiedyś o tą pozycję, ale wybrano kogoś innego - odparła i mimowolnie wzruszyła ramionami. - Nie żałuję, bo jak ścigająca też mogę pochwalić się osiągnięciami.
Po sekundzie zaczęła żałować, że to powiedziała. Jej osiągnięciami był brak współpracy z innymi członkami drużyny i liczne faule. Grała agresywnie przez co nie wszyscy ją lubili. Była zwykle skuteczna, ponieważ wiedziała z kim może zadrzeć, a kogo unikać. Tylko na boisku potrafiła dobrze obserwować ludzi. Na ziemi przestawała rozumieć ich działania, więc błędnie osądzała. Potrząsnęła głową, aby odeprzeć myśli, które ją rozpraszały.
Co jakiś czas przyspieszała w dane miejsce, gdzie zdawało jej się, że widziała złoty błysk. Potem jednak okazywało się, że albo zgubiła znicza, albo to wcale nie był on. Stres i determinacja, by złapać tą małą piłeczkę bardzo ją drażniła. Chociaż zazwyczaj adrenalina sprawiała, iż działała lepiej, to teraz miała problemy z koncentracją. Dopóki nie zobaczyła tego prawdziwego głupiego znicza. Przyspieszyła w mgnieniu oka. Miała już tak serdecznie dosyć tego draństwa, że gdyby mogła to ciskałaby zaklęciami.

Uwaga! O to chwila prawdy!

__________________________________



Powrót do góry Go down
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry



Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Re: Boisko    Nie 7 Wrz - 17:44

The member 'Liivi Ankdal' has done the following action : KOŚCI

'Kostka' :
Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 11:53

Post z telefonu, z góry przepraszam za ewentualne kwiatki. ;__;

Oczywiście zdarzyło mu się już wcześniej widzieć ją w akcji; rzucała się w oczy na tyle, że trudno było jej nie zapamiętać. I nie chodziło tu bynajmniej o kolor jej włosów, a ilość zdobywanych punktów. Był pewien, że to jej twarz (całkiem ładna, swoją drogą) nawiedzała obrońcę Trytonów w najgorszych koszmarach, bo to w trakcie potyczek ze Smokami ich drużyna traciła zawsze najwięcej punktów. Uśmiechnął się pod nosem; trochę żałował, że nie mógł sam zwerbować jej do składu.
- Wiem - odpowiedział jedynie, wymijając ją i przyspieszając, kiedy wydało mu się, że kilka metrów niżej zauważył złoty błysk, jednak już po chwili zrozumiał swoją pomyłkę; tym, co omyłkowo wziął za złoty znicz, było po prostu grą światła na mokrej od deszczu obręczy.
Zatoczył jeszcze jedno koło nad boiskiem, wciąż od czasu do czasu kontrolując działania Liivi i drgając nerwowo za każdym razem, kiedy wystrzeliwała w którymś kierunku, by moment później znów wrócić do swojego zwyczajnego rytmu.
Zaczynało mu się już nudzić; zawrócił miotłę, kierując się w stronę dziewczyny, żeby zagadnąć ją o coś jeszcze, kiedy w końcu dostrzegł błyśnięcie srebrzystych skrzydełek - niemal w tej samej sekundzie, w której zauważyła je Liivi. Przyśpieszył odruchowo, nie myśląc nawet o tym, co robi; wypracowany przez lata refleks zrobił swoje, wyganiając z umysłu wszystkie myśli za wyjątkiem tej jednej: żeby zacisnąć palce na złotej piłeczce. Pochylił się niżej, szybko zrównując się z rudowłosą, ale nawet nie przyszło mu do głowy, żeby na nią spojrzeć; wyciągnął rękę przed siebie, w połowie na ślepo, bo wiatr i deszcz wyjątkowo skutecznie zawężały mu pole widzenia. Nie potrzebował jednak wiele, robił to w końcu setki razy - więc już po chwili trzymał w dłoni wyrywającego się znicza, uśmiechając się szeroko i czując tak dobrze znany zastrzyk satysfakcji.
Krótkotrwały? Zatoczył w powietrzu jeszcze jedną, niewielką pętlę, po czym wylądował na mokrej trawie, czekając aż dziewczyna do niego dołączy, ale zamiast spodziewanej radości, czuł lekkie ukłucia wyrzutów sumienia. Nie rozumiał dlaczego; nie był to ani pierwszy, ani zapewne ostatni zakład, w którym brał udział, zdarzyło mu się juz też wygrywać i przegrywać, dlaczego więc nie potrafił najzwyczajniej w świecie cieszyć się ze zwycięstwa?
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 14:05

Wiatr chlastał ją po twarzy i pozostawiał ślady, które miała zobaczyć dopiero później. Dla dziewczyny o wrażliwej cerze było to prawdziwą zmorą. Wyczuła, że Nikolay jest blisko niej, dlatego leżała płasko przy miotle, aby zmniejszyć opór. Widziała już wyraźnie złoty znicz. Musiała zbliżyć się jeszcze odrobinę bliżej. Czuła, że ma go już w zasięgu ręki. Wyciągnęła palce, maksymalnie się wyprostowała. Mogła poczuć pęd powietrza pod małymi skrzydełkami znicza. Zaraz mogłaby zacisnąć dłoń. Jeszcze trochę.
Wyciągnęła się, a znicz gwałtownie skręcił. Zobaczyła kątem oka jak rywal chwyta piłeczkę. W tym czasie Liv zdecydowanie za bardzo przeszła na przód miotły. Straciła równowagę i przeleciała rączkę. Udało jej się na tyle szybko zareagować, iż złapała się mocno trzonka i zawisła na rękach. Spojrzała w dół. Gdyby zareagowała sekundę później mogłaby spaść z kilku metrów. Nie miała zamiaru znowu wracać do skrzydła szpitalnego. Wystarczyło, że zawartość żołądka podeszła jej do gardła i przypomniała o niedawnym incydencie, którego skutki wciąż odczuwała. Chciałaby na to zwalić brak swojej kondycji, ale nie pozwoliła sobie na to.
Podciągnęła się z nie małym trudem i usiadła okrakiem na miotle. Otarła czoło z potu. Była wykończona i nieco wystraszona perspektywą upadku. Musiała chwilę odetchnąć, a następnie podciągnęła swoje wielkie gogle. Uśmiechnęła się do szukającego Trytonów.
- Mam nauczkę, aby nie zadzierać z mistrzem - krzyknęła do niego. Ręce jej się nadal trzęsły. Jeszcze nie dotarło do niej, że przegrała zakład. W sumie i tak był jej już wszystko jedno. Całą zimę będzie musiała przesiedzieć na szlabanie, więc jak jej dorzucą te kilka miesięcy do końca roku, to nie zrobi jej to dużej różnicy.
- Muszę wylądować - powiedziała już ciszej i słabiej. Musiała zażyć swoje lekarstwo. Pielęgniarka ostrzegała ją, że rany mogą się otworzyć przy dużym wysiłku. Do tej pory nic się takiego nie stało. Jednak Liivi niezbyt przestrzegała jej zaleceń.
Kiedy tylko poczuła ziemię pod stopami, to nogi się pod nią ugięły upadła plackiem i wyjęczała, iż musi odpocząć.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 19:12

Minęła chwila, zanim zorientował się, że coś jest nie tak. Skupiony najpierw na schwytaniu znicza, a następnie na lądowaniu, nie zauważył, że zsunęła się z miotły; kiedy spojrzał na nią, już z poziomu boiska, wciągała się właśnie z powrotem. Zmarszczył brwi, mrużąc oczy i próbując dostrzec ją wyraźniej przez coraz mocniej padający deszcz, ale jej sylwetka była zbyt zamazana, żeby udało mu się ocenić wyraz jej twarzy. Usłyszał za to jej słowa, na które uśmiechnął się lekko.
- Po prostu miałem szczęście - powiedział, nie mijając się zbytnio z prawdą. Dziewczyna miała nad nim chwilową przewagę i gdyby złota piłeczka nie zawróciła w ostatniej chwili, wylądowałaby w jej dłoniach. Może to właśnie z tego faktu brało się dziwne i kłujące uczucie w żołądku, które przyćmiewało znacznie radość z wygranej.
...która wyparowała całkowicie, gdy tylko zobaczył, jak Liivi nie tyle zsiada, co zsuwa się z miotły, opadając na trawę. - Liivi? - zawołał, porzucając własną miotłę, a złotą piłeczkę wpychając niedbale do kieszeni. Ruszył w jej kierunku, czując wyraźny niepokój. Coś sobie zrobiła? Spróbował przypomnieć sobie ostatnie sekundy ich zakładu, zaraz po tym, jak złapał znicza, ale miał pojęcia, co mogło się stać; z kolei na chwilę przed jego pojawieniem się, wszystko wydawało się w porządku. - Żyjesz? - zapytał już ciszej, dobiegając do niej i pochylając się nad nią. Nie wiedział, co powinien zrobić; przyklęknął na mokrej trawie, przyglądając się dziewczynie. Była nienaturalnie, przerażająco wręcz blada, nie licząc zaczerwienionych od wiatru policzków, które jednak tylko potęgowały efekt. Dotknął jej ramienia, lekko i niepewnie, próbując zwrócić na siebie jej uwagę. - Wyglądasz okropnie - powiedział, wyraźnie już zaniepokojony, nie przejmując się specjalnie, jak źle zabrzmiały te słowa. Cóż; wyczucie nigdy nie znajdowało się na liście jego licznych zalet. Przygryzł dolną wargę, myśląc intensywnie. - Mogę ci jakoś pomóc? - zapytał, czując się wyjątkowo bezradnie i bezużytecznie - czyli dokładnie tak, jak nienawidził się czuć. - Może zaprowadzę cię do skrzydła szpitalnego? - rzucił w końcu, gotów zanieść ją tam na rękach, gdyby nie dała rady pójść o własnych siłach.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 19:36

Przez chwilę milczała, aby wyregulować swój niespokojny oddech. Przez chwilę czuła w ból w brzuchu, ale ten mijał, kiedy się nie ruszała. Jednak zorientowała się, że położyła się w najgorszym z możliwych miejsc. Mając głowę przyciśniętą do ziemi odpowiedziała niewyraźnie, kiedy chłopak zarzucił jej okropny wygląd:
- Nic dziwnego! Właśnie błoto wpada mi do ust!
Od razu się podniosła, a jedna część twarzy miła umorusaną mokrą ziemią. Zamaszystym ruchem ręki ściągnęła jej nadmiar oraz wypluła zgrzytające miedzy zębami drobinki. Było to zdecydowanie mało kobiece. Usiadła po turecku i już nie wiedziała, co ją bardziej boli. Głowa od leżenia na zmarzniętej i mokrej ziemi, ramię od wyciągania go przy próbie złapania znicza czy brzuch. Mimo to jej przygnębiona mina nie wiązała się z żadną z tych dolegliwości. Liv zdecydowanie nie lubiła przegrywać. Zdarzało się, że nawet wpadała w furię. Jednak zawsze dotrzymywała zawartych umów, w tym licznych zakładów. Wolała już szybko okrążyć nago zamek, niż stracić cenne kieszonkowe. I tak miała opinię wariatki i prowokatorki. Kolejna akcja jej nie zaszkodzi.
- Nie, nie chcę iść znowu do skrzydła szpitalnego. Niedawno stamtąd wyszłam - powiedziała z przekąsem, a jej głos odzyskiwał zdrową barwę. - Chodźmy się lepiej schować przed tym deszczem. Muszę też wziąć swoje leki. Nie chcę doświadczyć zemsty pielęgniarki. Wystarczy, że w tamtym roku mnie znienawidziła, bo często mnie widywała...
Czwarty rok w Durmstrangu zdecydowanie był burzliwym etapem w życiu Liivi. Pobiła rekord wszelkich awantur, pojedynków i bójek jakie wszczęła. Ilość uszkodzeń ciała również. Wtedy jedyną osobą, która się o nią martwiła była pielęgniarka, bo nawet koleżanki uważały, że jest sobie winna. Teraz schlebiała jej troska Nikolaya. Poczuła, że oblewa się rumieńcem. Jednak wcale nie różnił się od podrażnienia skóry, którego się nabawiła. Szybko pozbyła się swojego zażenowania głupim żarcikiem.
- Ej! Uśmiechnij się! W końcu nie zostaniesz ekshibicjonistą roku! - rzekła i wyszczerzyła swoje ząbki.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 20:06

Gdyby Nikolay słyszał myśli dziewczyny, z pewnością ostro by się z nią nie zgodził, bo choć jeszcze minutę temu jej skóra odcieniem przypominała kredę, to teraz, gdy twarz zaczęła odzyskiwać kolory, nie mógł oderwać od niej wzroku. Z zaczerwienioną od wiatru skórą, potarganymi włosami i wystającymi spomiędzy rudych kosmyków źdźbłami trawy, wyglądała pięknie - choć rzecz jasna nie była to ta definicja piękna, której przyklasnęłaby większość świata. On jednak nigdy nie przepadał za wielbioną przez ojca sztucznością i wyniosłością, a niektóre pielęgnowane przez arystokratyczne rody obyczaje uważał wręcz za śmieszne.
- Smacznego - odpowiedział, śmiejąc się cicho na jej słowa i z trudem powstrzymując odruch, który kazał mu wyciągnąć rękę i zetrzeć jej błoto z policzka. Zamiast tego pokręcił lekko głową, czując nieznaczną ulgę, kiedy się podniosła.
Nie umknęło mu bynajmniej czające się w jej wypowiedzi słowo znowu, ale póki co postanowił nie ciągnąć jej za język; nie lubił być natarczywy ani wychodzić na osobę narzucającą się, a miał wrażenie, że wykorzystał już swój limit pytań jak na jeden dzień. Podniósł się więc z ziemi, sięgając jeszcze po miotłę Liivi, po czym wyciągając do niej rękę.
- W sumie szkoda, liczyłem jednak na ten taniec deszczu, a tymczasem zabrałaś mi wymówkę - powiedział, starając się zachować w miarę neutralny wyraz twarzy, co okazało się nadzwyczaj trudne, bo jego wyobraźnia podsunęła mu właśnie wizję wykonującej swoje zadanie rudowłosej. Odchrząknął cicho, odrywając od niej spojrzenie i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu czegokolwiek, co pomogłoby mu popchnąć myśli w innym kierunku. - W każdym razie proponowałbym wybrać lepszą pogodę - dzisiaj mogłabyś nabawić się zapalenia płuc i jeszcze miałbym cię na sumieniu - rzucił, ponownie zawieszając spojrzenie na jej twarzy i cierpliwie czekając, aż podniesie się z ziemi, w każdej chwili gotów ją złapać, gdyby miała zamiar upaść. Wciąż nie był pewien, co właściwie jej dolegało i czy faktycznie czuła się już lepiej, czy tylko robiła dobrą minę do złej gry.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 20:27

Liv zdała sobie sprawę, dlaczego wcześniej unikała próby rozmowy z chłopakiem. Bała się go poznać, ponieważ mógłby się okazać zupełnie inny od tego roześmianego ucznia, którego zdarzało jej się mijać na korytarzu. Mógłby nie być wcale taki otwarty, zabawny i miły. Z roku na rok w szkole coraz mniej ufała ludziom. Podchodziła do nich z rezerwą i tym razem starała się zachować racjonalnie. Niestety serce wciąż jej łomotało. Im dłużej rozmawiali to tym mniej zwracała uwagi na dolegliwości ciała, a przejmowała się swoimi uczuciami. Nawet jego docinki jej nie obrażały. Nie musiała się najeżać i bronić, jak zwykle robiła. Głośno się zaśmiała na wzmiankę o tańcu.
- Jak odpocznę będziesz mógł mnie porwać nawet w tango - odpowiedziała, kiedy z jego pomocą powoli się podnosiła. Odczuła kolejną falę gorąca, gdy tylko zbliżyła się nieco do niego. Jej błędem było, iż wykonała za szybki ruch. Energiczne wstawanie z ziemi zakończyło się lekkim zawrotem głowy. Zawstydzona dziewczyna wlepiła oczy w ziemię. - Ale zdecydowanie nie dzisiaj - dodała szybko mrugając, aby odzyskać ostrość widzenia.
Szybko puściła rękę chłopaka, gdyż coraz bardziej czuła się skrępowana. Stale próbowała to ukrywać, a na tyle dobrze, że głos załamywał jej się tylko na koniec wypowiedzi. Pozwoliła, aby Nikolay wziął jej miotłę, co chociaż było dla niej oznaką jej słabości, to bardzo schlebiało. Ta mało kobieca osóbka i tak lubiła te zwykłe, drobne gesty.
- Chodźmy szybko nim lunie! - krzyknęła do niego biegnąc przodem. Wbiegła pod zadaszenie przy szatniach drużyn, gdzie też znajdowały się ławki dla ewentualnych rezerwowych zawodników. Jednak w Durmstrangu zwykle nie mieli okazję wychodzić na boisko... Na ławce zostawiła też swoją torbę. Sięgnęła do małej kieszonki, aby wyciągnąć fiolkę z miksturą leczniczą. Wykrzywiła się przez jej okropny smak. Jednak nie mogła tego niczym popić. Posmak dręczył ją przez kolejne minuty.
- Pozwolisz, że dzisiaj nie zrealizuję zakładu? Wolałabym nie spędzać kolejnej godziny w deszczu, chociaż i ubrania przesiąkły mi jak gąbka - rzekła, gdy tylko odzyskała oddech.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 21:14

Fakt, że wciąż próbowała żartować, mimo iż w oczywisty sposób czuła się źle, w równym stopniu mu imponował, co wprawiał w dziwny stan, oscylujący gdzieś między rozbawieniem, a troską. Przez większość czasu nie wiedział więc, jak powinien się zachować; gdyby zależało to tylko od niego, upierałby się wciąż przy odprowadzeniu jej do skrzydła szpitalnego, ale z autopsji wiedział doskonale, że nadmierne współczucie łatwo mogło zostać pomylone z litością. Tej ostatniej z kolei nienawidził i założyłby się o swoją miotłę, że nie znosiła jej także Liivi.
- Trzymam cię za słowo - odpowiedział, posyłając jej szeroki uśmiech. - Chociaż jeszcze nie wiesz, na co się porwałaś. Jestem okropnym tancerzem. - To była prawda; mimo że w powietrzu trudno było dorównać mu w sprawności, to stojąc na twardej ziemi nie posiadał nawet jednej dziesiątej z niej. Do samego tańca zbyt wielu okazji (na szczęście!) nie miewał, ale jeśli już, to z niezwykłą pasją deptał partnerkom obute w delikatne pantofelki stopy.
Nie zdążył nawet odpowiedzieć na jej następne słowa, nie mówiąc już o próbie zaoferowania pomocy, bo zanim otworzył usta, znajdowała się już kilka kroków przed nim, zmierzając w stronę szatni. Pokręcił głową, biegnąc za nią, zgarniając po drodze własną miotłę i zatrzymując się dopiero, kiedy znaleźli się pod zadaszeniem. Przeczesał włosy palcami, wytrząsając z nich krople deszczu, ale zapewne i tak niewiele to dało; posklejane kosmyki przykleiły mu się do czoła. Wzdrygnął się, kiedy struga zimnej wody spłynęła mu za kołnierz, jednocześnie ukradkiem obserwując działania Liivi. Kiedy zobaczył w jej dłoni fiolkę z eliksirem, pytanie wyrwało mu się samo, zanim zdążył ugryźć się w język.
- To coś poważnego? - rzucił, wskazując głową na puste już teraz naczynie. - To znaczy - poprawił się szybko, wzruszając ramionami i rzucając jej przepraszające spojrzenie - nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.
Oparł obie miotły - swoją i dziewczyny - o ścianę szatni, a sam przysiadł na krawędzi ławki.
- A o zakładzie na razie zapomnij, nie ustalaliśmy terminu ważności - dodał. Prędzej sam rozebrałby się do naga i przeleciał przed oknami pokoju nauczycielskiego, zanim pozwoliłby jej wsiąść na miotłę w takim stanie. Prawdę mówiąc był już bliski poproszenia jej o odwołanie całego zadania, ale bardziej prawdopodobne było, że by ją w ten sposób uraził, niż faktycznie pomógł.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon 8 Wrz - 21:39

Taniec również nie był dobrą stroną rudowłosej. W szkole organizowane były święta na wiosnę, podczas których bawiono się i tańczono. Jedyne co potrafiła to podskakiwać w kółku. Zresztą chłopcy unikali partnerki, która tańczyła topornie i wolała prowadzić. Wynikało to po prostu z jej charakteru, gdyż chciała być lepsza od innych. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że to ona prowadzi w tańcu, a nie jej partner.
- Nie bój się, ja też - odpowiedziała w biegu. Kiedy weszli pod daszek dodała: - Nawet nie wiem jak się tańczy tango!
W Durmstrangu nie uczono tańca. Nikomu nie przyszło do głowy, aby marnować na to czas. Dziewczęta z dobrych domów dostawały naukę dworskich i eleganckich tańców. Jeśli ktoś nie miał takich możliwości to starał się podpatrzeć gdzieś kroki do muzyki ludowej. Zazwyczaj i tak wszyscy tańczyli instynktownie bez nadmiernej wiedzy. Liv nie posiadała nawet takiego instynktu, gdyż słoń nadepnął jej na ucho.
Po zażyciu lekarstwa wzięła kilka głębszych oddechów. Czarodziejskie medykamenty miały to do siebie, że ich skutki można był odczuć prawie zaraz po zażyciu. Tak i teraz poczuła skurcz w żołądku, lecz przyzwyczajona już do tego nie dała po sobie znać.
- Już nie jest tak poważne. Gorzej, bo dostałam dłuuugi szlaban. Nie poszłam od razu do dormitorium, jak kazał dyrektor w Noc Przydziału i zaatakował mnie śmierciożerca - powiedziała szybko, trochę niewyraźnie. - Skoro mogę już latać na miotle, to jest zdecydowanie lepiej! Jeszcze dwa dni temu nie mogłam wstać z łóżka.
Mówiła to z wyolbrzymioną powagą. Oczy trzymała szeroko, jakby opowiadała niesłychaną historię. Potem się zaśmiała na wspomnienie tamtej nocy, gdyż dawny lęk poszedł w niepamięć. Wolała nie myśleć o tamtym wieczorze. Obiecała sobie, że będzie ostrożniejsza i ze śmierciożercami nie będzie zadzierać. Każdy z nich mógłby bez wahania zabić ją lub jej ciotkę. Kto wie czy to nie oni przyczynili isę do śmierci jej rodziców.
Na wzmiankę o zakładzie jedynie wzruszyła ramionami. Teraz pogoda i tak będzie z dnia na dzień coraz gorsza. Już czasami padał deszcz ze śniegiem, a za miesiąc całe błonia pokryje błotnista ciapa. O temperaturze lepiej nie wspominać.
- Będziesz jeszcze trenował? - zapytała, aby przerwać niezręczną ciszę. - Jeszcze nie jesteś taki mokry i brudny jak ja, więc powinieneś - ponownie pokazała swoje ząbki. Jednocześnie wykręciła słowy i sprawdziła stan swojego odzienia.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Wto 9 Wrz - 11:36

Kiedy wspomniała o śmierciożercy, przeniósł na nią zaskoczone spojrzenie, odwracając się gwałtownie. Zbyt gwałtownie; szarpnięcie głową zaowocowało ostrym bólem, przeszywającym kark, skrzywił się więc odruchowo, przeklinając w myślach, ale nadal nie spuszczając wzroku z Liivi. Przez chwilę zastanawiał się, czy przypadkiem nie żartowała; często mu się zdarzało słuchać zmyślonych historii, w które jego wrodzone przekonanie o ludzkiej uczciwości zazwyczaj kazało mu wierzyć. Tym razem jednak był prawie pewien, że w słowach dziewczyny nie było ani krzty fałszu. Przekonywał go o tym zarówno ton jej głosu, jak i sposób, w jaki mówiła - nie starała się wywrzeć na nim wrażenia ani go zaszokować, po prostu odpowiadała na pytanie. Zupełnie jakby walka z poplecznikiem upadłego niedawno czarnoksiężnika nie była niczym nadzwyczajnym.
- Śmierciożerca? - powtórzył, mrugając może nieco za szybko i bezwiednie rozcierając nadwyrężony kark. Zorientował się nagle, że stoi, mimo że nie pamiętał momentu podnoszenia się z ławki. - Tutaj, na terenie szkoły?
Nie był pewien, dlaczego trudno mu było przejść obok tego obojętnie. Nigdy nie uważał czarodziejskiego świata za spokojne i pozbawione pułapek miejsce, ale sam instytut nauczył się traktować jako swego rodzaju bezpieczną oazę; przez siedem lat nauki jedyną rzeczą, z którą musiał się tutaj zmagać, były nieprzyjemne skutki niektórych, źle użytych zaklęć i liczne, powstałe w trakcie treningów kontuzje. Samą działalnością słynnego Czarnego Pana nigdy specjalnie się nie przejmował, uznając, że jest to problem Brytyjczyków, chociaż niejednokrotnie słyszał, jak jego ojciec zachwycał się jego ideologią.
Słysząc jej pytanie o trening, pokręcił głową, tym razem jednak z mniejszą już werwą.
- Nie planowałem dzisiaj długiego treningu, mam jeszcze jedną rzecz do dokończenia - przyznał niechętnie, zerkając w stronę zamku. - Eliksiry. Iwanow mnie otruje, jak nie oddam mu jutro zaległego eseju. - Wzruszył ramionami, krzywiąc się lekko - już nie tyle z powodu promieniującego bólu w szyi, co na samą myśl o wertowaniu opasłych ksiąg z recepturami. Nigdy nie potrafił zrozumieć, skąd ślęczący nad kociołkami adepci eliksirów biorą swoją cierpliwość i opanowanie. - Ale mniejsza o to. Jesteś pewna, że nie chcesz odwiedzić skrzydła? Na wszelki wypadek? - zapytał, przyglądając się Liivi uważniej i zastanawiając, ile punktów otrzymałby w dziesięciostopniowej skali upierdliwości. I hipokryzji; sam unikał pojawiała się u pielęgniarki jak ognia, ale jeśli chodziło o innych, trudno było mu stosować się do tych samych zasad. - Albo możemy zwinąć z kuchni coś na rozgrzanie - dodał po chwili, uznając ową alternatywę za równie akceptowalną.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Boisko    Sro 10 Wrz - 8:56

Nieco zaskoczona gwałtownością chłopaka przyglądała mu się przez chwilę. Co prawda nikt jakoś o to ją nie wypytywał, lecz wiedziała od niektórych, że po szkole krążą plotki o ataku śmierciożercy. Jej obecność w skrzydle szpitalnym nikogo nie dziwiła i nie interesowała. Może to i dobrze? Nie zdziwiła się też, że nauczyciele nie raczyli poinformować uczniów, co się wydarzyło. Oprócz niej w skrzydle leżały pierwszaki, które również poturbowane majaczyły coś o śmierciożercach. Ich rany trudniej było określić, gdyż były to przede wszystkim połamane kończyny, zwichnięte kostki lub rozcięte policzki. Co innego u Liv.
- Kto normalny atakuje uczennicę zaklęciem, które sprawia, że jej organy wewnętrzne się rozpuszczają? - zapytała nieco zbyt ostro. Nie widziała dobrze sylwetki człowieka, który wyłonił się z lasu. Szybko dostała zaklęciem, a potem zemdlała, nim była w stanie zorientować co się wokół niej dzieje. Zastanawiała się, czy mężczyzna był świadom w kogo celuje, czy był to przypadek, że to ona tak mocno oberwała. Nie wierzyła, iż nawet zaatakowanie profesora instytutu mogło przejść bez echa. Nie była w stanie zrozumieć postępowania śmierciożercy. Skoro szukał schronienia na wyspie, czemu postanowił zaatakować uczniów? I pytanie co się z nim stało...
- Mam sporo wrogów, ale bez przesady - rzekła weselej, aby rozładować napięcie i zmienić temat. Uważnie słuchała chłopaka, kiedy wspomniał o swojej pracy domowej. Pokiwała smętnie głową, gdyż ją także czekało wypracowanie z historii magii. Rozumiała jego ból, gdyż i ona czekała ze strachem na pierwsze zadanie domowe z eliksirów.
- Na pewno - odpowiedziała na jego pytanie odnośnie wizyty u pielęgniarki. - Lekarstwo już działa, a ono wierz mi... ładnie rozgrzewa swoim obrzydliwym smakiem - wykrzywiła buzię, kiedy nadal męczył ją dziwny, nieco piekący posmak. - Muszę tylko wziąć ciepłą kąpiel, bo to błoto strasznie mnie irytuję - spojrzała na swoje brudne włosy, ale to twarz wyglądała gorzej.

Pierwszy post mi się usunął i ten to już takie wypociny :<

__________________________________



Powrót do góry Go down
Nikolay Veselovsky
VII rocznik



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 35

PisanieTemat: Re: Boisko    Czw 11 Wrz - 10:42

Nie miał zamiaru poddawać w wątpliwość jej słów, więc kiedy usłyszał jej komentarz, nieco się zmieszał. Otworzył usta, gotów przeprosić za swoją pierwszą reakcję, ale koniec końców zmienił zdanie, po prostu kręcąc głową i pozwalając Liivi na swobodną zmianę tematu. Zazwyczaj tak właśnie robił; unikał konfrontacji, pozwalając niewypowiedzianym słowom rozpłynąć się w powietrzu. Niektórzy zapewne uznaliby to za tchórzostwo, ale on sam rozpatrywał to raczej w kategoriach ostrożności i przezorności; niejednokrotnie był świadkiem sytuacji, w której błaha wymiana zdań bez żadnego wyraźniejszego powodu przeradzała się sprzeczkę, a następnie w pełne gniewu wykrzykiwanie zaklęć. Dzisiaj co prawda raczej im to nie groziło, ale to było nieistotne; od jego reguł rzadko kiedy można było spotkać wyjątki.
Kiwnął głową na jej odpowiedź, decydując nie wspominać już więcej o skrzydle szpitalnym i po prostu złapać ją na korytarzu następnego dnia, żeby zapytać, jak się czuła. Na szczęście nie wyglądała już, jakby miała za chwilę się wywrócić, odetchnął więc z ulgą, biorąc spod ściany obie miotły. Właściwie powinien był jeszcze wstąpić do stadionowego magazynu i odłożyć pożyczony znicz na miejsce, ale ostatecznie stwierdził, że nic się nie stanie, jeśli zrobi to jutro.
Wyglądnął zza zadaszenia, patrząc w przesłonięte chmurami niebo. Deszcz wciąż siąpił, ale znacznie lżej niż jeszcze chwilę temu; być może była to ich jedyna szansa na przedostanie się do zamku w stanie (względnie) suchym. - Odprowadzę cię - powiedział, odwracając się do Liivi przez ramię i posyłając jej uśmiech. Żadne inne słowa nie przychodziły mu do głowy, wyglądało więc na to, że uśpiona przez jakiś czas, wrodzona małomówność, odnalazła wreszcie drogę na powierzchnię świadomości. Być może miało to związek ze stopniowo opuszczającą jego żyły adrenaliną. - A tak w ogóle - dodał po chwili, uświadomiwszy sobie, że o czymś zapomniał - dzięki za trening. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziemy mieć okazję... - zawahał się na sekundę - ...kiedy poczujesz się lepiej.

Przepraszam, że tak późno, środy i czwartki mam trochę przekichane. :c
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boisko    Today at 7:52

Powrót do góry Go down
 

Boisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Zamek - Durmstrang :: TERENY ZIELONE :: Błonia :: Stadion Quidditcha-