IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Genetyka i umiejętności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry

avatar

Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Genetyka i umiejętności   Czw 29 Sie - 18:16

GENETYKA I UMIEJĘTNOŚCI



Każdy osobnik pragnący, by jego postać była czymś więcej niż zwykłym homo sapiens machającym różdżką, po zapoznaniu się z poniższymi wiadomościami, może napisać podanie, które następnie powinien umieścić poniżej, a któryś z Adminów (przeważnie Daeril) rozpatrzy Waszą prośbę i wyśle wiadomość zwrotną: akceptację lub odmowę. Każda postać ma tylko trzy próby. Gdy po trzeciej próbie administrator nie rozpatrzy Waszego podania pozytywnie, nie możecie się więcej starać o daną genetykę czy umiejętność daną postacią.

Podanie musi zawierać:
1. Imię i nazwisko postaci oraz umiejętność, o jaką użytkownik się stara.
2. Fascynującą historię, mającą poruszyć serce lub mimikę, czy też to i to, czyli - jak poznało się daną umiejętność, jak się ją nabyło i do czego służy lub w czym pomaga, tudzież jak utrudnia życie.
3. Argumentację, w której musisz przekonać administratorów do tego, że to właśnie Twojej postaci należy się owa umiejętność.

Nie każde podanie będzie akceptowane, ale nie krępujcie się - wszystko jest dla Was, kochani użytkownicy tego cudownego forum, więc piszcie i wysyłajcie podania. Jednak pisząc takie podanie, wysilcie się i napiszcie kilkanaście zdań, a nie dwa, i co najważniejsze: przyłóżcie się do ortografii i gramatyki!
Zanim będziecie pisać podanie, radzę sprawdzić, czy istnieje możliwość posiadania danej genetyki. Liczba miejsc jest ograniczona, a jeżeli user rzadko się udziela na forum, administracja ma prawo odebrać mu daną umiejętność.
SPIS:

Animag

Jest to czarodziej, który potrafi przeobrazić się w zwierzę. Nie może on wybrać postaci po przemienieniu, ale zazwyczaj jest to samo zwierzę, które pojawia się przy zaklęciu patronusa. Każdy animag ma obowiązek zarejestrować się w Ministerstwie Magii pod groźbą kary. Nie jest to łatwa umiejętność, więc wymaga lata ćwiczeń.
(ilość miejsc: 10, w tych 4 dla uczniów)
1. Valko Zdravić (ciemnoumaszczony kot z niebeskimi oczyma),
2.
3.

Metamorfomagowie

Osoba, która w każdej chwili jest w stanie przetransmutować dowolną część swojego ciała. Jedyną częścią ciała, której nie może zmienić są oczy. Jest to umiejętność wrodzona, czyli dziedziczona w rodzinie. Rzadko posiadają ją czarodzieje nieczystej krwi. Metamorfomagia może ujawnić się u czarodzieja w każdym wieku i zazwyczaj nie potrafi na początku nad tym panować, np. w zależności od nastroju zmienia się kolor włosów.
(ilość miejsc: 6, w tym 3 dla uczniów)
1. Svetlana Romanov
2. Niestanka Karpowicz
3. Alexey Pawlov

Wilkołaki

Istota magiczna, którą może zostać czarodziej w sposób dziedziczny lub poprzez ugryzienie. Normalny czarodziej wówczas co pełnię zmienia się w krwiożerczą bestię. Wilkołaki atakują tylko ludzi. Na tą przypadłość nie ma eliksiru, a jedynie wypicie Wywaru Tojadowego może dać złagodzenie symptomów przemiany.
(ilość miejsc: 5, w tym 2 dla uczniów)
1. Laima Frīdenbergs
2.
3.

Spokrewnieni z Wilami

Wile są rodzajem elfów, które potrafią zahipnotyzować mężczyzn swoim wdziękiem. Niektóre z nich opuszczają lasy, góry lub jeziora, aby osiedlić się wśród ludzi i wychowywać dzieci. Wszyscy potomkowie wili będą posiadać specjalny dar: poruszają się z gracją, przyciągają wzrok płci przeciwnej, mogą nawet hipnotyzować i wydawać polecenia. Czar działa w dwóch pokoleniach (czyli półwila-dziecko wili i ćwierćwila-wnuk). Później specjalne zdolności zanikają.
(ilość miejsc: 6, w tym 3 dla uczniów)
1. Celina Białołęcka
2.
3.

Wężouści

Osoby te znają mowę węży, dzięki czemu są w stanie wydawać polecenia tym zwierzętom. Na początku osoby obdarzone tym darem posługują się nim nieświadomie. Dla zwykłych osób mowa węży to niezrozumiały syk. Umiejętność jest dziedziczna wśród osób spokrewnionych z Salzarem Slytherinem. Jednak nauczenie się mowy węża nie jest niemożliwe.
(ilość miejsc: 2, w tym 1 dla ucznia - zajęte)
1. Aida Vodianowa (uczeń)
2.

Półolbrzymy

Są to dzieci ze związku czarodzieja i olbrzyma. Odznaczają się niesamowitym wzrostem i wielką posturą. Półolbrzymy nie mają dobrej opinii w świecie czarodziejów, gdyż sami olbrzymi są gwałtowni, agresywni i bardzo dzicy. Tak samo ocenia się półolbrzymów, którzy nie są akceptowani przez swój wygląd.
(ilość miejsc: 5, w tym 2 dla uczniów)
1.
2.
3.

Charłaki

Osoby pochodzące z rodzin czarodziejów, ale od urodzenia nie przejawiają wystarczająco dużo mocy magicznej, aby rozpocząć naukę w szkole magii. Umieją jednak proste zaklęcia. Charłaki nie są akceptowane w społeczeństwie czarodziejów w Rosji i nakazuje im się wmieszanie w tłum mugoli. W innych krajach są niestety traktowani jak ludzie drugiej kategorii i nie raz wyzywani, ośmieszani.
(ilość miejsc: 10)
1.
2.


Ostatnio zmieniony przez Instytut Durmstrang dnia Nie 31 Sie - 12:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Aida Vodianova
V rocznik

avatar

Czystość krwi : 100%
Liczba postów : 30

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Nie 31 Sie - 11:54

Dobra, próba dopracowania mojej genetyki. Powiedziałabym, że jest to umiejętność wrodzona i da się ładnie wytłumaczyć, dlaczego bracia dziewczyny jej nie posiadają. Otóż matka Aidy ma krewnych w Wielkiej Brytanii i zdarza jej się tam jeździć, lecz zwykle bez męża i dzieci. Mogło tak być, że poznała tam jakiegoś kochanka i proszę - choć nikt o tym nie wie, to Aida nie jest biologicznym dzieckiem swego ojca.

Gratuluje. Twoja genetyka została akceptowana. Witaj wężousta ;3
Powrót do góry Go down
Elise Jones

avatar

Czystość krwi : Półkrwi
Liczba postów : 1

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Pon 1 Wrz - 13:12

Elise Jones urodziła się w najzwyklejszej rodzinie czarodziei. Jej mama pochodziła z rodziny mugolskiej, która emigrowała z Rosji do Wielkiej Brytanii. Nie miała więc prawa odziedziczyć po niej żadnych niezwykłych zdolności. Jednak jej ojciec wywodził się z rodziny, która mogła pochwalić się czystą krwią od wielu pokoleń. Jego matka była metamorfomagiem, swoje niezwykłe zdolności ujawniła niedługo po urodzeniu. W odróżnieniu od Elise, która nigdy nie wyróżniała się niczym szczególnym. Przełomem był dzień, w którym dowiedziała się o zabójstwie matki. Trwał wtedy rok szkolny i miała ogromne wyrzuty sumienia, że nie mogła nic zrobić. Najpierw zaczęła przeraźliwie płakać, ale po chwili najzwyczajniej w świecie wpadła w szał. Zaczęła demolować dormitorium. Gdy po jakimś czasie spojrzała w lustro okazało się, że jej włosy są ogniście czerwone. Z przerażeniem udała się do swojej nauczycielki Transmutacji, która nigdy nie słyszała o takim przypadku jak jej. Od tego dnia jej życie zmieniło się diametralnie. Musiała nauczyć się panować nad emocjami co w jej sytuacji nie było sprawą prostą. Poświęcała każdą wolną chwilę na ćwiczenie transformacji swojego ciała. Mimo to niejednokrotnie zdarzało się, że wybiegała w trakcie lekcji ze świńskim ryjkiem. Teraz może pochwalić się pełną kontrolą nad swoim darem, ale jakoś szczególnie się nim nie chwali. Niestety czasem gdy emocje biorą górę jej włosy rudzieją.


Hmm... Czegoś mi tu za mało... No ale dowiadując się, że Elise uczęszczała do Hogwartu, mogę w sumie pozwolić na ten dar. Tylko nie nadużywaj Wink

Edit: Nom niestety. Nie wyspany ja nie zauważyłem, że punkty wymagane w podaniu, nie zostały spełnione. Tego mi brakowało, ale ktoś mi przypomniał... Nom niestety, pierwsza próba nie zdana Sad
1/3
Powrót do góry Go down
Celina Białołęcka
Profesor



Czystość krwi : 60
Liczba postów : 16

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Sro 3 Wrz - 8:40

CELINA BIAŁOŁĘCKA - PÓŁ WILA

Celina Białołęcka urodziła się w szanowanej rodzinie czarodziejów, aczkolwiek nie jest ona ślubnym dzieckiem. Jej ojciec zdradził swoją żonę z Wilą, która go omamiła. Mężczyzna, co dziennie przebywał z elfką upojne noce, które w niedługim czasie sprowadziły na świat śliczne dziecko. Pół wilę, pół czarodziejkę. Dziewczynkę, w której zakochał się nie tyle co ojciec, ale również jej bracia, dziadkowie i wujkowie. I dlatego też nigdy nie wyszła na jaw prawda o jej pochodzeniu. Jej przybrana matka, żona Białołęckiego przygarnęła ją zarazem wydalając Wilę z domu, z miasta. Elfka odeszła i nigdy nie wróciła. W tym czasie Celina żyła w zakłamaniu chroniona przez „matkę” i żyjąca pod kloszem ojca. Co chciała to miała, kiedy płakała była pocieszana. Nigdy, ale to nigdy nie mogła stać się jej krzywda. Zresztą miłość Białołęckiego do córki była tak duża, że z trudem puścił ją do szkoły. Tam też i dziewczyna dowiedziała się prawdy o sobie. Że jest pół wilą. Otaczali ją chłopcy z jej drużyny, a dziewczyny z niechęcia spędzały z nią czas. Początkowo było to dla niej miłe, lecz napastliwi rówieśnicy spowodowali zmęczenie na twarzy Celiny w latach szkolnych. Mimo tego oraz swojego pochodzenia dziewczyna uczyła się pilnie, a zarazem udało jej się okręcił wokół palca kilka dziewczyn, które w klasie piątej i późniejszych chciały przy pomocy blondynki zdobyć chłopaków. Na ich nieszczęście pół Wila była tego świadoma i zawsze sprawiała, iż jej „koleżanki” wracały z każdej randki zapłakane… A do kogo? Oczywiście do niej.
Po szkole Celina postanowiła zerwania kontaktu z „koleżankami” i rozpoczęła naukę na uniwersytecie. Tam też zdobyła dużo wiedzy o czarnej magii, jak jej przeciwdziałać oraz o zaklęciach i urokach. Trzeba przyznać, że czasami niektórzy profesorze chcieli już jej zaliczać egzaminy za samo widzenie jej. Aczkolwiek Celina nigdy nie chciała wykorzystywać do tych celów swojego pochodzenia. Po studiach poszła na asystenturę, gdzie spędziła kolejne pięć lat na praktyce swojego przyszłego zawodu. Zarazem też to w tamtych czasach po raz pierwszych wykorzystała swoje bycie pół Wilą do zdobycia szybszego awansu. Namówiła mianowicie uprzedniego nauczyciela czarnej magii do odejścia i zaproponowania dyrekcji swojego następcy, czyli jej. Jak widać, kobiecie udała się ta zagrywka i z miłą chęcią podczas pracy owijała wokół swojego palca uczniów.

Mojej postaci należy się ta cecha, gdyż mam jako wygląd Candice Swanepoel! A tak na serio chciałabym powiedzieć, iż pomysł na tą genetykę, a zarazem umiejętność wzięła się stąd, iż bardzo mi pasuje do mojej postaci. Oprócz tego daje dość sporo możliwości, a więc urozmaici nie tylko moją rozgrywkę, ale również i innych graczy. Dzięki byciu pół wilą można po prostu urozmaicić grę! Mam nadzieję, że jeśli dostanę tą szansę to uda mi się ją odpowiednie wykorzystać!

Próba no. 1, 2!

Nom. Ładnie, ładnie. Jednak nie spełnione zostały punkty 1 i 3 :c popraw ten jeden błąd i masz genetykę Wink

Edit: Gratuluję pół-wilo Wink
Powrót do góry Go down
Valko Zdravić
Złoty Znicz

avatar

Czystość krwi : 50%
Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Pią 5 Wrz - 21:30

    VALKO ZDRAVIĆ - ANIMAG


Deszcz uderzał monotonnie w szyby okien i witraże, zamieniając je w płaczące wodospady. Nie był mocny, ale utrzymywał się już od ładnych kilku dni i uczniowie Durmstrangu zaczynali się nudzić. Poza treningami Quidditcha oraz zajęciami Zielarstwa nikt nie wychodził na dwór - wszyscy siedzieli stłoczeni w murach szkoły, nic więc dziwnego że zaczęło dochodzić do utarczek pomiędzy domami. Valko odcinał się od tego, czytając książkę w bibliotece i przygotowując esej z Transmutacji.
- Valko! - zza regału wypadł chłopak o głowę wyższy od Zdravicia, z krótko przystrzyżonymi włosami i uśmiechem na twarzy. Kolega z drużyny wyglądał na mocno czymś podekscytowanego. Ciemnowłosy uniósł głowę znad książki w oczekiwaniu na tłumaczenia.
- Chodź, musisz to zobaczyć! Nie uwierzysz co Anna wymyśliła! - zachęcił go. "To będzie albo bardzo ryzykowne, albo bardzo głupie. Ale najprawdopodobniej oba." pomyślał Valko, odkładając książkę i chowając pergamin.
Tym znakomitym pomysłem na nudę okazała się być nauka animagii. Valko, piętnastoletni trzecioroczny słyszał o tej sztuce tylko pobieżnie i nigdy nie miał z nią do czynienia, więc zainteresował się tematem. Jak jednak można było przypuszczać, zapał piętnastolatków jest bardzo słomiany i po czterech spotkaniach w celu rozwijania umiejętności (czyli dokładnie wtedy kiedy pogoda się poprawiła) zarzucili pomysł, który nie dawał szybkich efektów.

***

Dziewiętnastoletni Valko siedział na dachu jednej ze szkolnych wież, ćwicząc animagię. Zaczął uczyć się na poważnie dopiero dwa lata temu, ale od tamtych deszczowych dni w trzeciej klasie nigdy nie zarzucił samego pomysłu. Wydawało mu się to zbyt interesujące. Dlaczego siedział na wieży? Bo chciał nauczyć się zamiany w ptaka. W cóż innego?! Jakże bardziej mógłby się zbliżyć do żywiołu powietrza niż uzyskując skrzydła, na których mógłby latać bez pomocy miotły? I o ile więcej dowiedziałby się o prądach powietrznych i ich wykorzystywaniu w ciele lotnego zwierzęcia! Był uparty i cierpliwy, a właśnie te dwie cechy były bardzo ważne podczas nauki tak trudnej sztuki magicznej. Przychodził na wieżę, kiedy tylko nie ćwiczył Quidditcha i nie uczył się i medytował w samotności, nad wiatrem i nad piórami, które miały porosnąć jego ciało.
Czuł, że coś go blokuje, że coś idzie bardzo nie po jego myśli. Im mocniej myślał o ptaku, tym wolniej postępowała przemiana. Kiedy zaś jego myśli błądziły swobodnie, przychodziło mu to niemal z łatwością, tyle że instynktownie czuł, że nie będzie zadowolony z wyniku przemiany. Dlatego ją blokował i uparcie zwracał na ptaka.

***

Dwudziestoletni Valko zwisał z miotły, głową w dół, na opustoszałym boisku. Przyprowadził tu dziewczynę, którą uważał za wybrankę życia. Nie wiedział jeszcze, że kilka miesięcy później rozstaną się, gdy oboje skończą szkołę i pójdą w swoje strony.
- Puszczę się! - ostrzegł, zdejmując z miotły jedną nogę, tak że był zaczepiony już tylko jedną.
- Nie! Przestań! Zrobię co zechcesz, tylko przestań bo się zabijesz! - jęknęła drobna blondynka.
- Co zechcę? - parsknął, myśląc już o kolacji na kocu w lesie, może o zapuszczeniu się pod jej bluzkę, lub nawet w inne rejony jej ciała? Chciał zaczepić się z powrotem drugą nogą, ale był zbyt rozkojarzony i brawurowy manewr skończył się upadkiem.
To trwało ułamki sekund, a Valko był zbyt przerażony by to powstrzymać. Jego ciało użyło instynktownie umiejętności, której już dawno się nauczyło, ale nigdy nie pozwolił mu jej użyć. Wystarczyło tych kilka ułamków sekund, kiedy spadał a na ziemię upadł piękny, ciemno umaszczony kot o niebieskich oczach.

***

Valko nigdy do końca nie zaakceptował faktu, że został animagiem ale zyskał umiejętność zmiany nie w to zwierzę, które pragnął. Dlatego bardzo niewiele osób wie o jego umiejętności, nawet pomimo tego, że jest zarejestrowanym animagiem - po prostu prawie nigdy jej nie używał. Odkąd stracił nogę robi to nieco częściej, bo łatwiej się poruszać kotu na trzech nogach niż człowiekowi na jednej.

Dlaczego to on miałby otrzymać taką umiejętność? Ponieważ los bardzo lubi sobie z niego kpić na najróżniejsze sposoby, a także dlatego, że mimo wszystko Valko jest podobny do kotów - lubi chadzać własnymi ścieżkami i zawsze spada na cztery łapy.



Nom... Miałem wielką rozkminę typu "dać, czy nie dać", bo czy sama adrenalina i instynkt wystarczą? Jednak zastanowiłem się i uznałem, że było by to możliwe w jednym na x przypadków. Gratuluję zdolności.
Powrót do góry Go down
Laima S. Frīdenbergs
Moderator
V klasa

avatar

Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 57

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Sob 6 Wrz - 16:35

1. Laima Fridenbergs, wilkołak

2. Wszystko zaczęło się pewnej grudniowej nocy, gdy jak co roku przebywaliśmy w posiadłości moich dziadków, która w bliskiej przyszłości miała przejść w ręce mojego ojca. Nie potrafiłam doczekać się dnia, kiedy to miejsce całkowicie będzie należało do mojej rodziny. Zdecydowanie preferowałam go od domu, który zamieszkiwaliśmy aktualnie w Rydze – w pobliżu nie kręciło się tylu mugoli, których trzeba było tolerować, a posiadłość ta kryła sobie tyle tajemnic, że nawet ja nie mogłam narzekać na nudę.
Każdego popołudnia moje rodzeństwo grywało w Quidditcha – grę, której sensu i fenomenu nigdy zrozumieć nie potrafiłam, toteż w tym czasie znikałam niezauważenie, by spędzić czas w nieco ciekawszy sposób. Tego dnia postanowiłam udać się do wychodzącego na północ skrzydła posiadłości, w której niedawno odkryłam miejsce, z którego mogłam podsłuchiwać rozmowy dorosłych, przebywających o tej porze w gabinecie mojego dziadka. Początkowo nie dyskutowali o niczym interesującym, jednakże należę do osób cierpliwych i w końcu dane mi było doczekać się słów, które zmieniły mój sposób postrzegania świata o jakieś sto osiemdziesiąt dziewięć stopni. Temat rozmów zszedł na latorośle mego ojca, co zdecydowanie przyciągnęło moją uwagę i całkowicie skupiłam się na rozmowie dorosłych. Zapisałam w pamięci parę krępujących sytuacji na temat moich braci, które w przyszłości zamierzałam obrócić przeciwko im – nienawidziłam ich, praktycznie wszystkich. Wysłuchałam ody pochwalnej na temat moich braci, by po chwili usłyszeć opinię na temat mnie oraz mojej siostry. Od zawsze wiedziałam, że nie znaczymy dla niego specjalnie wiele, jednakże nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo, a nawet jeśli podświadomie to czułam, to nigdy sobie tego nie uświadomiłam. Słowa te były dla mnie jak lodowaty prysznic, tak lodowaty, że praktycznie oberwałam soplami, nie wodą. Po chwili sparaliżowania całego mojego ciała, który wywołał szok po refleksji mojego ojca, zaczęłam odczuwać, że wypełnia mnie wściekłość i zaczynam wpadać w szał. Wiedziałam, że muszę się oddalić, gdyż kiedy wszystkie te negatywne emocje osiągną swoje apogeum, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że zrobię rzeczy niezwykle bolesne w skutkach, a co gorsza... dam swojemu rodzicielowi satysfakcję, czegoś nigdy sobie wybaczyć bym nie potrafiłam.
Czym prędzej ruszyłam w stronę pobliskiego lasu, nie słuchając dalszej części rozmowy dorosłych, aby zapanować nad emocjami. Uspokojenie się zajęło mi kilkanaście kilometrów, podczas których łamałam, kopałam, rzucałam wszystkim i w wszystko, co tylko stanęło mi na drodze, krzycząc przy tym wszystkim wniebogłosy. Krótko mówiąc – narobiłam niesamowitego szumu i przestraszyłam każdą istotę żywą, przebywającą w promieniu kilku kilometrów. Las, jednak otaczał posiadłość mojego dziadka, który nie cieszył się zbyt dobrą opinią i mało kto zdobywał się na odwagę, aby zbliżyć się tak blisko zamieszkałych przez niego terenów. Nie było tak więc szczególnych powodów do jakichkolwiek obaw. Kiedy czułam, że wszystkie negatywne uczucia, zaczynają tracić na swej mocy i robi mi się smutno, przysiadłam zrezygnowana na przewróconym pniu, których w tym miejscu trudno było zliczyć i... zasnęłam.
Trudno powiedzieć na jak długi czas uciekłam w objęcia Morfeusza, jednak kiedy się obudziłam wiał porywisty wiatr, a gdzieś pomiędzy koronami drzew można było dostrzec piękną pełnię księżyca. Nastała już noc. Nigdy nie bałam się ciemności czy też tej przerażającej ciszy przerywanej przez świst wiatru czy szelest liści. Lubowałam się w takim klimacie, teraz jednak... nie czułam się zbyt pewnie. Gdzieś w duchu wmawiałam sobie, że to przez to, iż teraz wszyscy już na pewno zauważyli brak mojej osoby i będę zmuszona wysłuchiwać tyrad mojego ojca. Jak bardzo próbowałam to sobie wmówić, tym bardziej wiedziałam również, że to nie prawda.
Rozejrzałam się wokół zlęknionym spojrzeniem i wtedy dostrzegłam dwa ślepia, wpatrujące się na mnie z gąszczu. Nie będę nikogo oszukiwać, że zachowałam się dojrzale, bo tak nie było. Pierwszy raz w życiu zaczęłam z piskiem uciekać w stronę przeciwną, nawet nie zastanawiając się, gdzie ona mnie doprowadzi. Para ślepi, oczywiście, ruszyła za mną w pogoń i z każdym susem czułam jak coraz bardziej potwór zbliża się do mnie. Bałam się odwrócić, spojrzeć gdziekolwiek... w końcu w ciemności nie dostrzegłam, któregoś z leżących na ziemi konarów i potknęłam się.
Nie pamiętam, co się działo potem i dlaczego nie skończyłam w żołądku goniącego mnie monstrum. Obudziłam się w dobrze mi znanym pokoju, który zamieszkiwałam w każde święta i każdego lata, przypominającego w tym momencie bardziej salę szpitalną. Wokół mnie kręciło się mnóstwo ludzi, których nawet nie próbowałam zidentyfikować. Bolała mnie głowa. Bolał mnie brzuch. Bolało mnie wszystko. Nie dane mi było jednak użalać się nad sobą, gdyż pomieszczenie odwiedził mój ojciec, który wyprosił wszystkich aktualnie w nim przebywających. Chciał porozmawiać ze mną w cztery oczy. Zebrałam się cała w sobie, aby przezwyciężyć ból i nie okazać żadnej słabości podczas rozmowy z mym rodzicielem. Gdy wszyscy wyszli spojrzał na mnie z jeszcze większą pogardą niż zwykle. Usiadł na najbardziej oddalonym ode mnie krześle, jakbym miała go czymś zarazić. Traktował mnie w tym momencie prawie jak szlamę. Zesztywniałam. Popatrzyłam się na niego wyzywająco, chcąc mu pokazać, że jednak nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Czekałam w milczeniu.
- Czy tobie naprawdę sprawia taką frajdę wpadanie w wszystkie możliwe tarapaty? Co ja mam niby z tobą zrobić? Jesteś kobietą, do cholery. Czy to tak trudno zachowywać się jak dama, uśmiechać się i dobrze wyglądać? – odezwał się w końcu mój ojciec, przerywając niezręczną ciszę, kiedy zdał sobie sprawę, że ja wcale nie zamierzam rozpoczynać konwersacji. Potem wstał z miejsca i podszedł do okna. - Cóż... w każdej rodzinie musi być jakaś zakała – rzekł, wpatrując się w przestrzeń jakby czegoś żałując. - Pewnie nic nie pamiętasz? - zapytał z pogardą, a kiedy pokręciłam delikatnie głową, prychnął dodatkowo. - Wszystko wskazuje, że jesteś wilkołakiem, gratuluję – po czym, nie czekając na odpowiedź, opuścił pomieszczenie. Żadnych wyjaśnień. Żadnych tyrad. Każdą moją próbę rozmowy na ten temat, po prostu ucinał. Podsyłał mi ludzi, którzy mieli mi pomóc poradzić sobie z likantropią, a przede wszystkim stwarzać jak najmniejsze zagrożenie innym. I żeby nikt nie dowiedział się o mojej ułomności.
Kiedy rozpoczęłam swoją edukację w Instytucie, nie było proste ukryć przed resztą społeczności szkolnej moich przemian. To, że byłam typem outsider nieco ułatwiało sprawę, gdyż nikogo nie dziwiło, że każdej pełni znikam na dobre, albowiem niejednokrotnie rozpływałam się w powietrzu i na wiele godzin przebywałam w miejscu, w którym nigdy nie potrafił mnie znaleźć. Oczywiście, dyrektor musiał być uświadomiony, że zostałam zarażona likantropią i być może gdyby nie wpływy mego ojca nie zostałabym nawet przyjęta do tej szkoły. Niestety teraz każdej pełni zostaje wywożona na jedną z wysp, otaczających archipelag i pozostawiana samej sobie. Mam wrażenie, że ojciec nawet pragnie, abym pewnego dnia już nie wróciła.

3. Dlaczego ona? Likantropia niesamowicie pasuje mi do jej osobowości, bo generalnie Laima wydaje się na pierwszy rzut oka taka panna idealna, jednak fakty są zgoła odmienne, co właśnie chciałabym rozegrać fabularnie. I właśnie, dlatego genetyka wilkołaka jest mi niezwykle potrzebna. Wpłynie chociażby znacząco na jej relacje z ojcem, który wbrew pozorom jest bardzo ważną osobą dla Laimy. Zresztą taki wilkołak może namieszać też sporo w fabulę. I obiecuję regularnie pisać. I w ogóle. Dajcie mi wilczka <3

Szukałem haczyka i znaleźć nie mogłem xD Masz to Wink

__________________________________


Life is a game, but it's no fair. I break all the rules, so I don't care.
Powrót do góry Go down
Svetlana Romanowa
V rocznik

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 15

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Sro 10 Wrz - 20:27

SVETLANA ROMANOWA - METAMORFOMAG

24 styczeń 1964 roku, szpital magiczny w Sankt Petersburgu.
Dłuższa wskazówka zegara zbliżała się nieubłaganie do krótszej, by za kilkanaście minut w równych odstępach wybić godzinę dwunastą. Z sali położniczej w niewielkim skrzydle szpitala dochodzą dramatyczne jęki i krzyki. Pan Romanow krąży po korytarzu, nie mogąc choć na chwilę spokojnie wypić kolejnego kubka zimnej już kawy. Powinien być bardziej opanowany, w końcu to nie pierwszy raz, a już czwarty czeka w tym samym korytarzu na wieści zza niebieskich drzwi. Trójka jego starszych dzieci dawno już śpi w domu, pod czujnym okiem jego matki. Słychać cichy płacz. Drzwi nagle się otwierają, a położna zaprasza go do pokoju, w którym jego żona Helena trzyma małe zawiniątko w rękach. - To dziewczynka, gratuluję. - Powiedziała pielęgniarka i wyszła z pomieszczenia, dając rodzicom nieco prywatności.
Pan Paweł podszedł do żony i z zachwytem przyjrzał się małej twarzyczce, wyglądającej zza białego kocyka. Dzieci zaraz po urodzeniu wyglądają jak małe pomarszczone rodzynki, z wielkimi oczyma. Ta mała rodzynka miała je w pięknym, zielonym kolorze. Można się było tego spodziewać, w końcu wszystkie dzieci Romanowów mają takie. Na jej główce było już całkiem sporo ciemnych włosów, nastroszonych we wszystkie kierunki. Ojciec nachylił się nad nią, i pocałował w małe czółko. Dziewczynka spojrzała na swojego tatę, a jej ciemne włosy pojaśniały do tego stopnia, że były już w odcieniu jasnego blondu. Oczy pana Pawła otworzyły się szeroko i nie mógł oderwać od niej wzroku. - Cieszy się na twój widok. - Powiedziała cicho pani Romanow, poprawiając córkę na rękach. Jej mąż spojrzał na nią, marszcząc czoło. - Mogę przysiąc, że przed twoim wejściem miała je czarne jak noc. - Spojrzała na Pawła i uśmiechnęła się. - Svetlana jest taka jak ja - powiedziała, i potrząsnęła głową, a jej włosy stały się białe jak śnieg  za oknem. Zegar wybił północ.
Dni mijały, a u małej dziewczynki coraz częściej można było dostrzec magiczne zmiany. Kiedy była zła, jasne włosy zmieniały się w truskawkowy blond. Podczas wysokiej gorączki jej włoski ciemniały, podchodząc już bardziej pod brąz. Babka Audrey nie mogła pogodzić się z odmiennością wnuczki, i nie raz, nie dwa zrzucała winę za jej zmiany na padające światło, albo zwykłe dorastanie. Wystarczająco długo musiała walczyć ze swoją synową, i tak bardzo cieszyła się, że jej dzieci nie dziedziczyły po niej zdolności do przemian. Dopiero kiedy podczas jednego z rodzinnych obiadów nos Lany zamienił się w świński ryjek i zachrumkała, nadszedł czas na pogodzenie się z rzeczywistością. Svetlana była metamorfomagiem.
Panowanie nad przemianami nie było najmocniejszą stroną dziewczynki. Jako dziecko była bardzo energiczną i pełną oryginalnych pomysłów dziewczynką. Nie raz próbowała kłamać prosto w oczy, oszukiwać w grach, czy udawać, że jej na czymś nie zależy. Zawsze jednak łatwo ją było rozszyfrować - jej włosy miały całą paletę barw, dzięki której czytało się z niej jak z otwartej księgi.
Po przekroczeniu magicznej liczby siedmiu lat zdolności do metamorfozy u Lany zwolniły tempo, i dziewczyna mogła uczyć się powoli nad nimi panować. Nie manifestowały swojej obecności przy najmniejszej zmianie jej humoru, a rodzice w końcu zaczęli zabierać ją na przyjęcia do dziadków. W międzyczasie ujawniły się jej zdolności magiczne (poza metamorfomagią).
Rodzice obawiali się, że Svetlana nie będzie w stanie panować nad swoimi umiejętnościami w środowisku szkolnym. Duży stres, nacisk ze strony nauczycieli, oraz energiczny i pełny swobody sposób bycia dziewczyny mogły mieć katastrofalne efekty w panowaniu nad przemianami. Szczególnie, że nie jest to umiejętność, którą powinna się chwalić. Svetlanie trudno jest się skoncentrować, a rozpraszające i pełne wrażeń towarzystwo wcale jej w tym nie pomaga.
W trzeciej klasie, podczas zajęć z Obrony Przed Czarną Magią jej nos i usta upodobniły się do mysiego ryjka. Dziewczyna niekoniecznie pamięta, czego się tak przestraszyła, jednak od tamtego czasu pewien kolega z klasy zwraca się do niej per “Ryjówka”.
Przez swoje niekontrolowane metamorfozy zyskała wśród uczniów Durmstrangu cały zbiór przezwisk, którymi jej koledzy i koleżanki posługują się na przemian. Jedną z nielicznych osób, która faktycznie docenia tę umiejętność u Svetlany jest jej starszy brat. Podnosi ją na duchu, kiedy jej entuzjazm opadnie, albo ktoś zacznie jej wytykać jej odmienność. Dziewczyna nie chce stać się klasowym klaunem, ale jej entuzjazm i przyjazne nastawienie niedługo mogą do tego doprowadzić. Nauczyciele nie patrzą przychylnie na jej zmiany podczas lekcji, dlatego Lana stara się nad nimi panować najbardziej jak potrafi, jednak odbija się to na jej ocenach.


Genetyka metamorfomaga pasuje do całokształtu postaci Lany i ładnie go dopełnia. Charakter dziewczyny w dużej mierze łączy się z tą właśnie umiejętnością, i podkreśla jej częste zmiany nastroju, chaotyczność i nastawienie do otaczającego ją świata. W ogóle pomysł na postać ma swoje podstawy właśnie w tej konkretnej genetyce. Dodatkowo Lana jako jedyna z czwórki dzieci odziedziczyła ten dar po matce, więc nie trzeba się martwić o to, że reszta jej rodzeństwa dostanie ten gen “z urzędu”.

WOW... Zaawansowana forma tego podania mnie fascynuje. Użyłaś opisu sytuacji i charakterystyki, dodatkowo ciekawie pisząc. Gratuluję genetyki Wink
Powrót do góry Go down
Niestanka Karpowicz
Profesor

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 5

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Sro 10 Wrz - 21:45

NIESTANKA KARPOWICZ - METAMORFOMAG

Ostatni tydzień wakacji, dom rodzinny.
- Cholera jasna! Na Merlina, tylko nie znowu to samo! – zrozpaczony dziewczęcy jęk porażki, dobiegający z góry, rozbrzmiał w całym domu, przyciągając uwagę domowników. Zaraz po nim nastąpił głośny łomot i dźwięk zbiegających ze schodów stóp. Po sile nacisku na drewno nie trudno było zrozumieć, że ich właściciel był wkurzony. Jeszcze chwila, a rudowłosa głowa z czarnymi, nierównomiernie rozłożonymi pasemkami pojawiła się w drzwiach kuchni; cera wydawała się pokryta nienaturalnie dużą ilością pieprzyków, których na co dzień zdecydowanie było mniej. Zaróżowione policzki oraz oczy rzucające błyskawice wskazywały na silne wzburzenie nastolatki, które tylko potwierdzało, że coś jest zdecydowanie nie tak. Drobne dłonie zaciskały się w niepohamowanej frustracji swoim życiem.
- Mamo, próbowałam! Próbowałam i zobacz, co mi to dało! – Jakby znajdujący się w pomieszczeniu nie zdołali odgadnąć o co jej chodzi, podniosła ręce, zaciskając palce na pofalowanych kudłach, ledwo powstrzymując się przed wyrwaniem ich. Nie skomentowała wyglądu mocno przekrzywionego nosa czy tych wszystkich brązowych kropek zdobiących całe jej ciało. Skrzywiła się z odrazą na męskie prychnięcie, dobiegające od osobnika, który podobno miał być jej bratem. PODOBNO. Nadal nie do końca w to wierzyła, chociaż ich podobieństwa nie dało się przemilczeć, niestety. Niestanka posłała rodzicom błagalne spojrzenie, licząc na ich zrozumienie. Starała się zlekceważyć fakt, że obydwoje wyglądali jakby ledwo udawało się im powstrzymać śmiech. Przecież powinni ją wspierać!
- Nie jest tak źle, kochanie – odezwała się łagodnie kobieta w kwiecie wieku, posyłając córce czułe spojrzenie. – Biorąc pod uwagę, co stało się poprzednim razem…
Nie, zdecydowanie nie chciała sobie tego przypominać. Taki wstyd! Myślała, że już nigdy nie wyjdzie ze swojego pokoju. To naprawdę nie była jej wina, że te jej wspaniałe (khem) zdolności nie działały tak, jak tego chciała. Wcale, a wcale. Kurczaczki, z chęcią by z nich zrezygnowała. Nie jej wina, że babka musiała być metamorfomagiem, co odziedziczyła po matce, która przejęła umiejętność po pradziadku, który… zresztą mniejsza z tym.
- Miałam wyjść z Julkiem. Przecież nie pokażę się mu w takim stanie... –Wydała płaczliwy dźwięk, który miał uzewnętrznić jej uczucia, z których kochana rodzinka jak widać nie zdawała sobie sprawy. Przecież wszyscy wiedzieli, że się jej podobał! Jeśli by ją teraz zobaczył to nigdy więcej by na nią nie popatrzył nawet. Nie mówiąc o tym, co wymyśliłyby dzieciaki z sąsiedztwa.
- Kochanie, pamiętasz? Weź głęboki oddech i powoli go wypuść - usłyszała głęboki baryton swego ojca, zanim poczuła jego silne, ciepłe ręce na ramionach. Od razu poprawił się jej humor, a kiedy zastosowała się do jego rady, poczuła jak wszystkie emocje z niej wylatują. Przymknęła oczy, przez chwilę zapominając o tej strasznej chwili, która nastąpi, gdy ktoś zobaczy jej odmieniony wygląd. Przymknęła oczy, by po kilku sekundach otworzyć je, wpatrując się z nadzieją w tatę. Zawsze ją rozumiał i wspierał. Teraz obrócił nią w stronę lustra, a kiedy z bijącym szybko sercem spojrzała w taflę... zobaczyła normalnie wyglądającą siebie. Z radosnym piskiem rzuciła się mu w ramiona, po czym ucałowawszy go w obydwa policzki i rzuciwszy spanikowane Jestem spóźniona!, wybiegła jak tornado z pomieszczenia, zostawiając za sobą gromadkę, kręcącą z niedowierzaniem głowami. Ale cóż się dziwić, była prawdziwym żywiołem!

Miesiąc później, Durmstrang.
Uch, była spóźniona! Na pewno dostanie szlaban, a przecież i tak jest obłożona obowiązkami i...
BUM!
Jej bieg i tak samo szybkie myśli przerwało nagłe uderzenie w kogoś, zachwianie się i zostanie uratowanym przez umięśnione ramię, które powstrzymało jej upadek. Już chciała podziękować i szybko ruszyć dalej, kiedy podniosła wzrok i... zamarła. To był ON. I nadal ją trzymał. Nie potrafiła wydobyć z siebie głosu, czując ciepło pojawiające się na policzkach, kiedy uśmiechnął się tym uśmiechem. Tym, od którego miękły jej kolana.
- Wszystko w porządku? - Usłyszała jego zatroskany głos. Martwił się o nią? Och, powinna coś powiedzieć, żeby nie uznał jej za niedorozwiniętą idiotkę? No cóż, mogła jedynie pokiwać głową, oddychając płytko. Jak zawsze w jego obecności.
- Na pewno? - zapytał po raz drugi, dotykając jej włosów z dziwnym błyskiem w oczach. Kiedy rano sprawdzała wszystko było z nimi w porządku. Długie, lekko falowane, spływały różowymi falami... Chwila, różowymi? Jej włosy były obrzydliwie RÓŻOWE (tak samo jak policzki, jak widać dostosowały się, psht) i to akurat teraz?! Głupie emocje, głupia genetyka, głupie dziedzictwo!


Dla Niestanki zmiana wyglądu (nad którą w czasach nastoletnich w ogóle nie potrafiła zapanować, obecnie polepszyło się to odrobinkę, ale tylko, gdy nie odczuwa zbyt silnych emocji) była prawie przekleństwem. No bo może i pozbywanie się pryszczy, wygładzanie cery czy też jakieś inne, fajne duperelki wspomagające wygląd były przydatne, jednak co z tego, jeśli przez większość czasu umiejętność wymykała się spod jej kontroli? Nie raz najadła się przez to wstydu, kończyła z płaczem i całkowicie odkrywała swoje emocje. Dlatego też myślę, że Karpowicz zasługuje na zostanie metamorfomagiem; dzięki temu jej życie będzie cięższe (a na pewno też nie raz zawstydzające i zabawne, przynajmniej dla osób trzecich), nie będzie nudno i na pewno wiele będzie się działo, choć co dokładnie to wie tylko ona.

Nom... Podanie ładne i w ogóle, ale niestety nie mogę dać ci genetyki... Nie no, żart xD Witaj już drugi metamorfomagu.

Poziom podania na metamorfomaga, od teraz musi być wyższy, lub równy podaniom Svetlany i Niestanki.
Powrót do góry Go down
Alexey Pavlov
Profesor

avatar

Czystość krwi : 100%
Liczba postów : 11

PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   Czw 11 Wrz - 9:41

ALEXEY PAVLOV - metamorfomag

Rodzina Pavlovów nie mogła pochwalić się wielopokoleniowym genem metamorfomagów, gdyż ten nieproszenie pojawił się w rodzinie. Pewnie gdyby nie ta zdolność, którą objawiło niemowlę kilka godzin po narodzinach, to cały ród żyłby szczęśliwie, bez zbędnych trosk i... wstydu. Tym dzieckiem był Alexey. Pierwszy metamorfomag od strony ojca jak i matki. Czy należy tutaj dodawać wyjaśnienie? Dla Pavlovów sprawa była oczywista, że przyjęli do rodziny oszustkę i zdrajczynię. Nie ulegało wątpliwości, że Michaił nie jest ojcem nowo narodzonego potomka. Nikt nie wie, co działo się później, lecz na pewno nie zbudowało to ciepłego i kochającego domu. O tym się nie mówiło.
Ten mały chłopiec jeszcze zanim zaczął ssać pierś matki został znienawidzony i już tak zostało. Alexey był nękany przez swoich starszych krewnych od kuzynów po pradziadków. Został zakałą rodziny przez zdolność, która kpiła sobie z jego sytuacji. Za każdym razem podczas głupich docinek kuzynów chłopiec tylko pogarszał sytuację. Zmieniał mu się kolor włosów, rozmiar uszu, nosa, a to tylko wzmagało napływ obelżywych słów. Matka chłopaka nie miała nic do powiedzenia. Znalazła się nagle na pozycji służącej, jeśli nie niewolnicy. Jej obecność i dziecka była akceptowana tylko dlatego, że szanowany Michaił Pavlov nie mógł się ośmieszyć publicznie. Poza tym sam nie mógł mieć dzieci. Pilnował tylko, aby Alexey nie wychodził poza mury rodzinnej posiadłości. Nękany i nienawidzony chłopiec zamknął się w sobie. Niewiele mówił, niewiele robił. Z czasem jego wrodzona zdolność zaczęła zanikać. Ze strachu przed kolejnym uderzeniem rozgrzanym metalem. Ale o tym się nie mówiło.
Cała rodzina planowała już, co zrobić, aby chłopak nie uczył się w Durmstrangu i nie sprowadził na rodzinę hańby. Nim jednak wymyślono, to Alexey całkowicie stracił możliwość zmieniania swojego wyglądu. Tylko dzięki temu miał szansę na rozwój, tylko w szkole czuł się wolny. Znalazł wsparcie w swoim nauczycielu transmutacji, który jednak nigdy nie poznał całej prawdy. To przy nim Alexey poczuł się na tyle spokojnie, że jego zdolność ponownie się ujawniła. Wystraszony błagał profesora o pomoc, a ten mu jej udzielił. Pavlov w przeciągu jednego roku szkolnego opanował metamorfomagię i to właśnie wówczas zrozumiał, że ta zdolność to dar, a nie przekleństwo. Wykorzystywał go bez wyrzutów sumienia, aby sprawić komuś psikusa, pobić, pójść napić się alkoholu i sprzedawać nielegalne przedmioty. Nikt nie wiedział o zdolności Alexey'a, więc nikt do nie powiązał z tyloma osobami, które sprawiały kłopoty. Sprawcy po prostu znikali... Tak samo zniknął morderca ojca chłopca. Ale o tym się nie mówi...
Pavlov skończył piętnaście lat i musiał kolejne wakacje spędzić u ojca, którego tak bardzo nienawidził. Przyglądał się jak wszyscy krewni znęcają się nad jego schorowaną matką, która z roku na rok wyglądała coraz gorzej. Powtarzała, że żyje tylko dla niego. Alexey przez długi czas nienawidził jej tak samo jak swoją zdolność metamorfomagii. Tego lata przeprosił ją za swoje zachowanie, a ona opowiedziała mu to, co prześladuje go do tej pory. Wtedy rozpłakał się po raz ostatni. Tego dnia matka chłopca położyła się i już nigdy więcej nie wstała. Tego dnia zginął ojciec Alexey'a, ale on nie przyszedł na jego pogrzeb, nie uronił ani jednej łzy z jego powodu. Płakał nad matką, której nie zdążył wynagrodzić tych lat męczarni w starym domu Pavlovów. Tego dnia nikt nie widział, aby Alexey opuszczał domostwo. Widziano tylko jak zniekształcony i zakrwawiony mężczyzna biegł przez całe pobliskie miasteczko.
Alexey widział w swoich koszmarach jak zniekształcona postać torturuje jego ojca, jak odcinka kończyny. Ta męczeńska śmierć to za mało! - krzyczała. - Zginiesz, potworze! Widział jak jego matka wypowiada te słowa... Nigdy nie zdradziłam twojego ojca. On o tym wie. Zniekształcona postać tylko krzyczała do starego Pavlova: Przyznaj się! Przyznaj się, że to wszystko twoja wina. Ty... Zrobiłeś to specjalnie, chory potworze! Ten głos był głosem zrozpaczonego nastolatka, który nie panował nad swoim gniewem. Mówił bez sensu, bez składni... Ale poczuł ulgę, kiedy stary mężczyzna wyzioną ducha. Był nareszcie wolny.

To nienawiść do rodziny i samego siebie napędza umiejętność Pavlova. Uzyskana wolność i zrealizowana zemsta w afekcie dała mu niesamowitą kontrolę nad własnym ciałem. Nigdy wcześniej nie czuł takiej swobody, kiedy uczył się transmutacji własnego ciała. Przez studia i swoje dorosłe życie rozwinął ją do perfekcji. Nawet mógł upodabniać się do znanych mu osób. Nie idealnie ze względu na kolor oczu. Uwielbiał w lustrze widzieć inną osobą, niż samego siebie. Popychało go to do coraz okrutniejszych czynów również na bliskich mu ludzi. Jednak to pozostaje kolejną tajemnicą tej rodziny.


Dlaczego Pavlov zasługuje na tą zdolność? Będzie mu niezbędna w planach jakie mam w stosunku do niego. Historia z nią związana ukształtowała jego charakter, przez który momentami przypomina schizofrenika. Udaje osobę silną, znęca się na innymi, tak jak kiedyś robiono to na nim. Czuje się tak bardzo podobny do ojca, że jeszcze bardziej  nienawidzi samego siebie. Ma świadomość, że nie jest spokrewniony z Pavlovami, lecz z dumą nosi to nazwisko. Ten człowiek jest już wyniszczony swoją przeszłością, że nic mu nie zaszkodzi taka genetyka Smile

Nom... Podanie w pewnym sensie jest na równi z resztą, ale żeby w ciągu 24h pojawiły się podania na metamorfomaga? ;-; Karygodne xD Gratuluję genetyki Wink
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Genetyka i umiejętności   

Powrót do góry Go down
 

Genetyka i umiejętności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Genetyka i umiejętności

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Organizacja :: DANE POSTACI :: Fabularne-