IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kamienny parapet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Instytut Durmstrang
Mistrz Gry

avatar

Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 493

PisanieTemat: Kamienny parapet   Pon 18 Sie - 7:17

Ten kamienny parapet tuż przy jednej z sal lekcyjnych służy przede wszystkim uczniom czekającym na kolejne zajęcia. Przy tej okazji warto szybko odpisać zadanie domowe lub przycupnąć, aby doczytać podręcznik.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sob 13 Wrz - 12:52

Liv mijała grupki uczniów, aby znaleźć dla siebie miejsce. Wszelkie kąciki i ławki były już zajęte i pojedyncza osoba nie miała szansy się dosiąść. Odruchowo rozczesała palcami swoje gęste włosy, które dzisiaj pozostawiła rozpuszczone. Świeżo umyte lubiły się puszyć i sterczeć na wszystkie strony. Nie było możliwe, aby je teraz związać. Zastanawiała się nad swoim losem, gdyż jeśli zaraz nie znajdzie sobie miejsca, to nogi jej odpadną zanim rozpocznie się następna lekcja. Przechodziła właśnie obok zaczarowanej rzeźby, która w ręce trzymała sporo niebiesko-różowych ulotek. Uczennice chętnie po nie sięgały i czytały. Liv także nie mogła się oprzeć i wzięła mały kawałek papieru, na którym znajdował się wierszyk. Dla niej i innych zabawny, dla dyrektora szkoły nieco obraźliwy. Autorem ulotek był Ruch Burzy i Napory, który ostatnio działał intensywniej. Zaczynał coraz bardziej przypominać bandę chuliganów w spódnicach. Dziewczyna wiedziała, że w pustej części papierku znajduje się treść ukryta zaklęciem. Tylko nieliczni wiedzieli, jak ją przeczytać.
Kadra nauczycielska wściekała się na Ruch, lecz nie ma się co dziwić, że dziewczyny zaczynają walczyć o swoje. Od początku wieku ich liczba znacznie przewyższyła ilość chłopców w Durmstrangu, a ciągle były traktowane jak gorszego gatunku. Uczyły się tak samo i nie raz udowadniały, że są równie sprawne fizycznie i wytrwałe jak chłopcy. Przykładem może być nawet Liv, której wytrwałość została wynagrodzona. Znalazła pusty parapet i od razu rozsiadła się na nim wygodnie. Sięgnęła do swojej torby, aby dokończyć pracę domową z historii magii. Jednak chęci szybko się skończyły i odłożyła zwitek pergaminu, aby popatrzeć przez okno. W jej kieszeni nagle coś się poruszyło i po chwili pyszczek wystawiła czarna myszka. Rudowłosa wyciągnęła zwierzątko i pozwoliła mu swobodnie chodzić po sobie. Co jakiś czas dawała ziarna słonecznika, które kupowała regularnie w Lahetaguse. Teraz całą swoją uwagę poświęciła Klemensowi.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sob 13 Wrz - 17:10

Korzystając z przerwy między zajęciami, Katya wraz ze znajomymi miała zamiar dać upust swojej niespożytej energii, wybierając się na wybrzeże, gdzie (zazwyczaj) nie sięgała ich władza komendantów. Niestety młoda Rosjanka musiała na chwilę oddalić się od grupki, by coś załatwić. Konkretniej chodziło o upewnienie się, czy jej (nieważne, że starsza) siostra jest bezpieczna. Ostatnio zaczęło się kręcić wokół niej więcej chłopców, a młodsza z rodzeństwa musiała być pewna, czy jeśli któregoś z nich wybierze, to czy będzie to wybór właściwy. I nie, to wcale nie było szpiegowanie; przecież miała dobre intencje!
W każdym razie, kiedy już upewniła się, że Anya niezmiennie przebywa wśród swoich równie poważnych jak ona sama koleżanek, blondyneczka ruszyła na poszukiwanie swoich przyjaciół. A nie była to łatwa sprawa - wyjrzeniem przez okno upewniła się, że jeszcze nie dotarli na wybrzeże, musieli więc wciąż znajdować się w zamku. Obejście prawie wszystkich znanych jej wejść (również tych bardziej ukrytych) upewniło ją w przekonaniu, że musieli zboczyć z zazwyczaj obieranej drogi, co czyniło jej zadanie wręcz niewykonalnym. Ze zniecierpliwieniem nabrała powietrza w nieco pucołowate policzki, by zaraz je wypuścić i rozejrzeć się po obecnej lokacji, a jednocześnie odetchnąć. Gonienie po szkolnych korytarzach przyprawiło ją o lekką zadyszkę, nawet jeśli nie miała wcale takiej złej kondycji fizycznej.
Nie mając innych pomysłów na zapełnienie sobie wolnego czasu, tym razem odrobinę wolniejszym tempem wałęsała się po zamku, wypatrując osoby, której mogłaby pozawracać głowę. Gdy dotarła do zaczarowanej rzeźby, nie myśląc wiele, sięgnęła po ulotkę, którą od razu wepchnęła do kieszeni szaty. Odczytała ją dopiero parę kroków dalej - gdy już oddaliła się od zaaferowanego tłumu. Z konsternacją zmarszczyła brwi, patrząc na kolorowe litery. Ze względu na swój wiek nie do końca jeszcze rozumiała traktowanie płci pięknej w Durmstrangu, dlatego nie rozumiała o co walczył Ruch Burzy i Naporu.
- O co z tym chodzi? - Zapytała z rozbrajającą wręcz bezpośredniością rudowłosej dziewczyny, która jako jedna z nielicznych w najbliższym otoczeniu siedziała w osamotnieniu, więc w ocenie Katyi pewnie nieszczególnie jej przeszkadzało przypadkowe towarzystwo. Nie traciła nawet czasu na zastanowienie się, z jakiego domu jest jej nowa koleżanka - najprawdopodobniej przekona się po odpowiedzi, a jeśli nie będzie mile widziana, to ostatecznie weźmie nogi za pas i ucieknie. Nie żeby nie była w tym dobra, czy coś. Przecież zwiewanie przed komendantami to żadne osiągnięcie, skądże.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sob 13 Wrz - 19:10

Tego dnia wyjątkowo irytował ją Klemens. Kręcił się szukał jakiejś dziury. Prawie wlazł jej za ubranie i w ostatniej chwili złapała go za ogon, nim zaczął zagłębiać się dalej i drapać swoimi małymi pazurkami. Trzymała go takie wyginającego się na wszystkie strony. Prawiła mu kazanie półgłosem, aby się uspokoił, gdyż więcej nie weźmie go ze sobą na zajęcia. Niestety na nic się to zdało, ponieważ myszka ponowiła próbę schowania się pod ubraniem. Przygotowana Liv zagrodziła mu ręką drogę, a znudzone stworzonko postanowiło zwiedzić jej głowę. Spinając się przy okazji zrobił kilka kołtunów. Kręcił się i ruszał energicznie pyszczkiem, aż się zaplątał w kosmyki. Uziemiony zaczął piszczeć, więc właścicielka zdjęła go i trzymała w jednym miejscu, na swoich kolanach, dzięki ziarnom słonecznika.
Drgnęła, kiedy zorientowała się, że ktoś obok niej stoi. Zamrugała kilka razy zdziwiona słowami dziewczynki. Przez chwilę nie wiedziała o co jej chodzi. Nie mogła jej rozpoznać i nawet nie była pewna, czy mówi do niej. Ostatecznie poznała w niej siostrę Nikolaya, której osobiście nie znała. Tylko dzięki swoim obserwacjom i ciągnięciu innych za język wiedziała kim jest. Zmrużyła oczy, gdy zobaczyła w jej ręce ulotkę Ruchu. Odwróciła się na korytarz, czy nie obserwują ich nauczyciele lub chłopcy, którzy lubili donosić to i owo. Westchnęła i od niechcenia wyciągnęła różdżkę. Wymamrotała hasło pod nosem, które często zmieniano. Stuknęła zwitek papieru, a w pustym miejscu pojawił się długi tekst wyjaśniający w jakim celu działa Ruch i jak do niego dołączyć.
- Teraz wszystko jasne? - rzekła bez emocji. - Masz już wystarczająco dużo lat, aby zacząć się interesować polityką. Jak skończyłaś czytać, lepiej szybko się tego pozbądź, nim jakiś nauczyciel przyłapie cię z tym - skinęła głową na ulotkę. Chciała coś jeszcze powiedzieć, lecz nie zdołała, gdyż wredna mysz ugryzła ją w palec, kiedy nie dostała kolejnego ziarna. Liv syknęła, jednak w stosunku do Klemensa miała więcej cierpliwości niż do dziewczyny, która obok niej stała. Być może zwierzę ją nieco uspokajało. Normalnie kazałaby dziewczynie odejść i zostawić ją w spokoju. Może to też fakt, iż była siostrą Nikolaya powstrzymywało ją przed tym. Zdjęła nogi z parapetu i zrobiła młodszej uczennicy miejsce.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sob 13 Wrz - 20:30

Liivi nie była pierwszą osobą, która traktowała Katyę z obojętnością, więc ta się nawet nie przejęła. Przecież była przyzwyczajona - dwanaście lat spędziła w domu, w którym jedyną emocją, na jaką mogła liczyć ze strony rodziców był gniew albo właśnie obojętność. Nie ostudziło jej to entuzjazmu, wręcz przeciwnie. Miała zamiar naprzykrzać się w najbliższej przyszłości do momentu, aż stwierdzi, że ocieplenie stosunków z rudowłosą jest niemożliwe.
W każdym razie - na widok pojawiających się liter, oczy blondynki "urosły" do rozmiaru spodków od herbaty. Oczywiście w przenośni, bo gdyby tak miało być naprawdę, zawodniczka Smoków prawdopodobnie musiałaby ją szybko "odholować" do skrzydła szpitalnego. A tego raczej obie z nich nie chciały. Mniejsza o to, że urodziła się w magicznej rodzinie i czary nie były dla niej zdziwieniem praktycznie nigdy - niektóre czary i ich przydatność wciąż ją zadziwiały. Pal sześć treść, na oko stwierdziła, że ulotka zawiera parę liter, więc przeczytała tylko pobieżnie, od razu zauważając częste powtórzenie słowa "dyskryminacja" i podobnych.
- Kiedy polityka jest okropnie nudna. - Mruknęła ze skwaszoną miną, która doskonale oddawała jej stosunek. Dopóki nie była na tyle dorosła, żeby móc coś zmienić, nie miała zamiaru szczególnie interesować się takimi nudami. Niecierpliwie zwinęła ulotkę w niewielki rulonik, po czym wsunęła go do kieszeni pierwszego-lepszego przechodzącego ucznia. Czasami nawet lubiła być "mała", bo nikt nie zwracał na nią uwagi.
Po pozbyciu się niepotrzebnego śmiecia, wdrapała się na parapet, widząc, że dziewczyna zrobiła jej miejsce. Przy okazji zauważyła też jej myszkę i wyjrzała przez okno, mając nadzieję, że Mikhail w najbliższym czasie się za nią nie przywlecze. Byłaby niezła draka, jakby nabrał ochotę na zeżarcie gryzonia - a nabrałby na pewno, bo ten wredny kocur tylko by jadł.
Tak czy inaczej, na razie siedziała cicho, ukradkiem obserwując rudowłosą, żeby nie wyjść na jakąś natrętną. Jako nieoficjalny szpieg rodzeństwa, wiedziała, że dziewczyna zna się z Nikolayem, ale brat na pewno nie byłby z niej zadowolony, jakby wiedział, że Katya "napastowała" jego koleżankę, dlatego intensywnie szukała jakiegoś niewinnego tematu do rozmowy. Na przekór - żaden nie wpadał jej do głowy. Może to i lepiej, jak się nie odzywała nie sprawiała wrażenie aż tak natrętnej jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sob 13 Wrz - 22:11

Przyglądała się małej osóbce. Jej mimika twarzy nie wyrażała żadnych konkretnych emocji, ale w środku toczył się żywy monolog odnośnie tego jak wyglądała Trytonka, jak się zachowywała i czy możliwe było, aby Liv zachowała cierpliwość. Ona sama przecież wcale nie siedziała zakopana w tematach związanych z polityką. Lubiła rozrabiać to jedno, drugie często odczuwała dyskryminację kobiet. Im było się starszą, im więcej miało się kontaktów z dorosłymi jako siedemnastolatka, to zauważało się szowinizm prawie na każdym kroku. Nie raz usłyszała, że jej miotły nie sprzedadzą, że tego trunku nie dostanie, że na co jej nawet pozwolenie na teleportację. Rudowłosa dziewczyna była zbyt uparta, aby sobie odpuścić. Zaczynała męczyć, drażnić, prowadzić wywody... Ostatecznie każdy miał ją dosyć. Inaczej zaczynała się drzeć i po prostu robiła to co chciała. Miała dziwne przeczucie, że Katya także jest bardzo uparta i szybko nie zniknie z parapetu. Liivi zaczynała mieć wątpliwości co do chęci rozmowy z drugoklasistką.
- Jesteś uparta? - zapytała nagle. - Jak często dostajesz szlabany za nieposłuszeństwo względem nauczycieli? - uśmiechnęła się wyzywająco, a jej wzrok mówił jedno "ciekawe, czy mnie pobijesz". - Zapewne nie raz profesorzy wytykali ci błędy i złe odpowiedzi, dostawałaś słabszą ocenę od chłopaka, chociaż wcale nie spisał się lepiej. Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego dziewczyna nie może być komanderem lub kapitanem drużyny quidditcha. Powodem jest właśnie polityka.
Oparła się o okno po tym krótkim uniesieniu. Nie widziała sensu w próbie nawracania małolaty, ponieważ w jej wieku także tego nie rozumiała. Ruch ją interesował tylko przez te wszystkie chuligańskie wyczyny. Dopiero później zrozumiała ideę. Wówczas też dołączyła do drużyny quidditcha i stało się jasne, że zawsze będzie gorsza od chłopaków. Zagryzła wargę.
- Kiedyś zrozumiesz. Na razie ciesz się błogą nieświadomością - powiedziała cicho z nutą melancholii. Tęskniła za byciem dzieckiem. Z roku na rok życie stawało się coraz cięższe. W zamyśleniu przeczesała swoje włosy i natrafiła na kołtun, z którym postanowiła się uporać mocnym szarpnięciem. Po chwili na podłogę spadło kilka włosów. Myszka rudowłosej poruszyła się gwałtownie nieco zaniepokojona, lecz po chwili wróciła do swojego słonecznika.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Pon 15 Wrz - 14:07

Skoro Liivi otwarcie... Przypatrywała się (powiedzmy) drugoklasistce, ta tym bardziej nie miała zamiaru ukrywać swojej ciekawości. W związku z tym po paru chwilach wzrok, do tej pory niepohamowanie błądzący po ich najbliższym otoczeniu, skupił się na rudowłosej. Całe szczęście Katya miała to do siebie, że, w przeciwieństwie do większości ludzi, podczas intensywnego wpatrywania się w inną osobę, nie wyglądała, jakby zajmowała się jej oceną. W każdym razie, nie mając nic do powiedzenia, na razie siedziała cicho, czekając, aż starsza dziewczyna podejmie wcześniej rozpoczęty temat, podciągając kolana bliżej klatki piersiowej i obejmując je rękoma.
Na pierwszą część zdania jedynie wzruszyła ramionami, nic nie odpowiadając. Nieraz słyszała, że jest uparta jak osioł, ale ona uznawała to tylko za zdecydowanie - ona po prostu wiedziała, czego chce i co uważa, więc nie dawała sobie wcisnąć jakiegoś picu. Poza tym, to nie tak, że nie dawała się nigdy przekonać. Zwyczajnie... Nie miała ochoty, ot!
- To nie ma sensu. - Mruknęła, odnosząc się do kwestii nieposłuszeństwa. - Bo nawet, jeśli masz rację, to i tak nikt nie powie, że tak jest. Chyba wszyscy nauczyciele mają to do siebie, że wiedzą wszystko najlepiej. - Lekko zmarszczyła nos. Do tej pory nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale jej nowa znajoma faktycznie mogła mieć rację. Ostatecznie nie było trudno zauważyć, że to chłopcy zawsze mają dobre oceny, tylko oni są komanderami, a w drużynach Quidditcha jest więcej męskich zawodników.
- A-ale... - Zaczęła nieco niepewnie, mając zamiar poruszyć sport, którego zwyczaje nie do końca znała. Lubiła grać i oglądać, to owszem, ale jak to wszystko wyglądało od kuchni, nie miała pojęcia, bo nie należała do drużyny. - Nawet jeśli byłabyś najlepsza ze wszystkich, dalej nie mogłabyś zostać kapitanem?
Na ostatnią wypowiedź ze strony rudowłosej, Katya nachmurzyła się i prychnęła pod nosem.
- "Jak będziesz starsza, to ci powiem", "na razie jesteś za mała, żeby to wiedzieć", "wracaj do swoich zabawek i zostaw sprawy dla dorosłych dorosłym". - Mruknęła szorstkim tonem, naśladując oczywiście swojego ojca. Jej towarzyszka nie mogła tego wiedzieć, ale przesłanie powinno być jasne.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Pon 15 Wrz - 15:38

Przez chwilę bacznie przyglądała się swoim paznokciom, które wydawały się nagle ciekawsze od małolaty obok niej. Mimo to szybko spostrzegła w niej zainteresowanie, które mogła wykorzystać na swoją rękę. Liv zdecydowanie nie należała do osób bezinteresownych. Jeśli dla kogoś była miło to zdecydowanie widziała w tym pozytywne skutki dla samej siebie. Niby dlaczego nie wdawała się w kłótnie i bójki z Trytonami? Ponieważ zawsze liczyła na ich drobną pomoc w nauce. Zemes i Gaisy nie lubiła już z samego faktu, że te drużyny przygarniały arystokratów o krystalicznie czystej krwi. Myślała stereotypami i u Trytonów nie doszukiwała się wywyższających się panienek z dobrego domu. Teraz przeszło jej przez głowę, że może nieświadomość młodej dziewczyny wynika z tego, że innego życia nie widziała...?
- Szybciej przyznają się do błędu, gdy wytknie im go chłopak niż dziewczyna. Od uczennic wymaga się tylko posłuszeństwa, a jeśli będziemy głupie to nawet na ich korzyść - powiedziała ozięble. Nie miała tutaj na myśli nikogo konkretnego. W domu nie mgła zaznać takiego traktowania, lecz nie raz widziała według niej niesprawiedliwe sytuacje. Zdarzyło się, że jakiś czarodziej bezceremonialnie uderzył jej ciotkę za sam fakt, iż była nieczystej krwi i przyklejono do niej nalepkę "Omega". Nawet nie odezwała się słowem... Za bezczelność dostało się także Liivi.
Przełknęła głośno ślinę, gdy dawne wspomnienia wróciły. Nie bez powodu rudowłosa popierała działania Ruchu i bacznie je śledziła. Może uda się w końcu coś zmienić.
- Nauczyciele kontrolują składy drużyn quidditcha - podjęła rozpoczęty temat. - Podczas moich eliminacji opiekun grupy oceniał mnie wraz z kapitanem. Od dziewczyny wymagają więcej podczas gry. Mogę być mądrzejsza od niejednego chłopaczyny, a i tak nauczyciel nie zaakceptuje mnie na pozycji kapitana - dokończyła z głośnym westchnieniem rozczarowania. Liv była dobrym obserwatorem, więc nadawałaby się na kapitana. Na szczęście miała w swojej drużynie na tyle tolerancyjnego, że chętnie słuchał jej sugestii.
- Nie złość się - rzekła i w końcu podniosła na nią wzrok. - Skoro wcześniej nie zauważałaś tych drobnostek to oznaka, że jeszcze nie dorosłaś na tyle, aby się pakować w Ruch.
Wyciągnęła z torby kolejną porcję słonecznika, ponieważ jej myszka już zaczynała się kręcić. Liv wolała widzieć Klemensa jako tłuściocha, a nie rozgniecioną plamę na podłodze, gdyby postanowił uciec.
- Zrozumiałam działania Ruchu dopiero w III klasie, gdy starałam się o dołączenie do drużyny quidditcha. Wcześniej ich działania były zwykłymi psikusami - zaśmiała się pod nosem. Pamiętała, jak próbowała do nich dołączyć, więc przez prawie miesiąc z dumą nosiła niebieską bransoletkę na widoku. Po tym czasie nikt się do niej nie odezwał, więc zrezygnowała. Myślała, że byli wredni dla takiej małolaty. Potem zrozumiała, iż powodem było jej podejście do sprawy.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Pon 15 Wrz - 17:51

Katya słuchała z uwagą słów nowej znajomej, wbijając w nią zaciekawione spojrzenie błękitnych oczu. Powoli zaczynała wszystko rozumieć - gdyby dłużej miała się nad tym zastanowić, to umiała zauważyć, że dziewczęta faktycznie były inaczej traktowane. Nigdy jednak nie zwracała na to szczególnej uwagi, bo jej jeszcze to nie dotykało. Gdyby tak było, prawdopodobnie byłaby pierwsza do wszelkich protestów, nie zwracając szczególnej uwagi na konsekwencje, czym pewnie napytałaby sobie niezłej biedy. Na szczęście, tak jak wspomniała wielokrotnie już rudowłosa, na razie była jeszcze na to wszystko zwyczajnie za młoda, nawet jeśli nie chciała tego przyznać.
- Naprawdę?! - Zawołała z niedowierzaniem, po wysłuchaniu wypowiedzi dziewczyny na temat drużyn Quidditcha. - Ale przecież naprawdę dobrze grasz, więc dlaczego taka głupia polityka ma przeszkadzać w... w sporcie?!
Na czas swojego krótkiego wybuchu zdołała się poderwać na nogi i ściągnąć uwagę połowy korytarza. Na szczęście to wszystko było dość wyrwane z kontekstu, w dodatku przez to, że wszystkie słowa wypowiedziała na jednym wydechu, nieco się zapowietrzyła i z większej odległości nie każde jej słowo było zrozumiałe, czym pewnie uratowała sobie skórę. Duże było bowiem prawdopodobieństwo, że gdzieś w pobliżu kręcił się jakiś nauczyciel albo komander.
- Tak już mam. - Mruknęła, wzruszywszy ramieniem. Z jej temperamentem (chyba najgwałtowniejszym z całej rodziny) nie było trudno się po prostu "nie denerwować". Już łatwiej byłoby ogień zgasić ogniem. - Poza tym, nie powiedziałam, że chcę się w to pakować. Chciałam tylko wiedzieć, o co z tym wszystkim chodzi.
- Ale cię przyjęli do drużyny. Więc już nie jesteś w Ruchu? Czy przyjęli cię mimo to? Czy nigdy otwarcie nie popierałaś ruchu? - Pytania wystrzelała ze sobą z częstotliwością mugolskiego karabinu maszynowego, naprawdę pragnąc się wszystkiego dowiedzieć na raz. Ach, rudowłosa godząc się na rozmowę z nią, na pewno straci sporo nerwów. - Tak w ogóle, to jestem Katya. - Dodała jeszcze, dopiero teraz zdając sobie sprawę z faktu, że jeszcze się nie przedstawiła, a przecież chwilę już rozmawiały.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Pon 15 Wrz - 19:00

Uśmiechnęła się do siebie widząc reakcję drugoklasistki. Schlebiała jej opinia, że dobrze gra, ponieważ nie wierzyła, aby ktokolwiek spoza jej drużyny przyglądał się jej grze. Nie była szukającym, a to ta pozycja miała największą renomę. Każdy gracz kiedyś marzył o byciu szukającym, ale predyspozycje ciała nie zawsze na to pozwalały. Liv często żałowała, że nie jest drobniejsza. Może wówczas miałaby szansę na prawdziwą karierę? Na szczęście ścigający byli niezbędni na boisku.
Wzruszyła ramionami na głośne pytanie dziewczyny. Nieco zmarszczyła brwi podirytowana jej reakcją, lecz szybko zorientowała się, iż taki ma charakterek. Miała wrażenie, że drobna osóbka tuż obok niej jest jak otwarta księga. Wszystko można było wyczytać z jej mimiki, ruchów, głosu. Liv jako dzieciak też taka była i dlatego ten uśmieszek nie znikał z jej buzi. Teraz była bardziej opanowana, ale czasem i ją złość ponosiła. Tym razem była oazą spokoju, aż ludzie z boku przyglądali się i dziwili: "jak to, lisica się nie kłóci z tą dziewczyną, tylko pozwala na siebie wrzeszczeć?". Ich miny mówiły Liv, iż chyba traci swoją stabilną pozycję jako awanturnica. Teraz mogą zacząć jej podskakiwać...
Podskoczyła, gdy usłyszała ciąg pytań dziewczyny. Dopadła ją i w silnym uścisku trzymała jej buzię zamkniętą. Rozejrzała się spłoszona, czy czasem ktoś im za bardzo się nie przygląda. Na szczęście okolica była opustoszała.
- Oszalałaś?! - wycedziła przez zęby. - O tym nie wolno mówić, więc nie drzyj się tak. Za jawne popieranie Ruchu, a tym bardziej chęć dołączenia lub członkostwo grozi wydalenie ze szkoły - powiedziała spokojniej puszczając uczennicę z uścisku. Poprawiła swoje ubranie i pochwyciła myszkę ledwo trzymającą się pazurami jej uniformu.
- To nie tak, że jak przyjęli do drużyny to już mam z głowy wszystkie problemy. Nie raz prawie mnie wydalono, więc nie wolno ci puścić pary z gęby. Jasne?! - pogroziła z góry palcem. - Obiecaj na swoją własną głowę, że nawet jakby cię torturowali, to się nie wygadasz. Działam w Ruchu, ponieważ nie raz byłam poniżana przez to, że jestem kobietą. Jeszcze tego nie zaznałaś, bo jesteś dla dorosłych ciągle głupim dzieckiem. Dwa Ruch chce osłabić pozycję arystokratycznych rodów czystej krwi. To ich konserwacyjne maniery tworzą obecną politykę, która wtrąca się nawet w sprawy sportu. - Mówiła stale półgłosem bardzo blisko twarzy uczennicy. Oczy jej chodziły na boki, gdyż musiała uważać na podsłuchiwaczy. - Nigdy nie mów o tym głośno ze znajomymi. W Durmstrangu ściany mają uszy.
Kiedy wyczerpała już temat i opadła z powrotem na parapet. Głaskała stale myszkę i nie wiedziała już sama, czy uspokaja zwierzątko, czy samą siebie. Uśmiech powrócił na jej buzię, gdy uczennica się przedstawiła.
- Liivi, ale możesz mówić po prostu Liv - rzekła spokojnie zerkając to na dziewczynę, to na myszkę. Wolała przemilczeć fakt, że wie jak ma na imię.

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sro 17 Wrz - 17:30

Ich rozmowa z boku musiała wyglądać dość komicznie, szczególnie, że to Katya przez cały czas się emocjonowała, mając po prostu takie reakcje w swojej dość... ekspresyjnej naturze, natomiast rudowłosa była istną oazą spokoju. Prawdopodobnie gdyby drugoklasistka nie była przyzwyczajona do takiego zachowania przez swoją własną matkę, szybko by zrezygnowała z rozmowy i sobie gdzieś poszła, zamiast siedzieć tu i paplać co jej ślina na język przyniesie. Przynajmniej w tym przypadku mogła doczekać się odpowiedzi...
No tak, oczywiste było, że z jej gadulstwem prędzej czy później powie o jedno słowo za dużo. Czując dłoń piątoklasistki na swojej twarzy, spojrzała na niej gniewnie i odrobinę się szarpnęła, bo, serio, w ten sposób ciężko było oddychać. Mimo to, słysząc konsekwencje rozmawiania o tematach, które właśnie poruszyły, nieco się uspokoiła, jednak wciąż nie przestawała walczyć "o wolność".
- Tutaj jest tak głośno, że nikt by nie usłyszał. A poza tym i tak nie ma nikogo blisko. - Burknęła, mając na myśli gwar panujący na korytarzu i zdziwienie wywołane zaczarowaną rzeźbą i ulotkami. Ton jednak miała pojednawczy, co oznaczało, że wcale nie ma ochoty się na ten temat kłócić i w gruncie rzeczy to się z Liivi zgadza. Tylko jej własna buńczuczność nie pozwalała na otwarte przeprosiny.
Zaraz jednak o tym wszystkim zapomniała, gdyż przyszło jej dowiedzieć się paru rzeczy, o których pewnie dowiedziałaby się normalnie za jakieś dwa lata. Od razu przeszła jej chęć do jawnego zaznaczania swojego małego "buntu" i uważnie słuchała, a gdzieś umknął jej fakt, że aż otworzyła usta. I siedziała tak, wbijając wzrok w rudowłosą i wyglądając, jakby próbowała nałapać czegoś.. Na przykład much, w buzię.
- Nie powiem! - Odpowiedziała w końcu, nieco głośniej od starszej dziewczyny, ale jak na siebie wciąż cicho. - Nic a nic, pod żadnym pozorem. Nigdy, przenigdy, obiecuję!
I chociaż poczuła się ważna, bo w takim wieku wie takie poważne i dość niebezpieczne rzeczy (to upodobanie do adrenaliny to chyba było w rodzinie, ale od strony matki, bo wyrabianie kociołków to niezbyt ekscytujące zajęcie), to naprawdę miała na myśli to, co powiedziała. W końcu puszczona "wolno", odsunęła się na swoją połowę parapetu, ruszając ręką w przegubie nadgarstku, ścierpniętym od dość długiego opierania się.
- Jesteś trochę... inna niż wszystkie Smoki. - Powiedziała po chwili, ostrożnie, w międzyczasie sprawdzając, czy dziewczyna nie czuje się urażona. - Bo z tymi, co do tej pory spotkałam, nawet nie dało się porozmawiać. Miałam wrażenie, że zaraz wyciągną różdżkę i mi powiększą nos, albo coś gorszego...

/przepraszam, że wczoraj nie odpisałam, ale późno wróciłam i padłam jak mucha normalnie .__.'
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sro 17 Wrz - 18:55

Dziewczyna momentami ją irytowała. Brew nad lewym okiem Liv czasami drgała w nerwowym triku. Brała głębokie wdechy, aby nieco uspokoić się. Coś się w niej szarpało przez tą pogawędkę. Rudowłosa nie była osobą słów, a raczej czynów. Całą swoją silną wolą powstrzymywała się przed różnymi impulsywnymi działaniami, które zwykła czynić. Podczas rozmów z Trytonami odkrywała, że tylko przy nich jest w stanie się uspokoić. Zastanawiała się, czy mieli taką dziwaczną aurę... Jednak mała Katya przed nią wcale nie wydawała się emanować aurę cierpliwości i spokoju. Pobudzała tylko temperament Liv i pewnie gdyby nie poważna rozmowa, to młodsza dziewczyna dawno miałaby dynię na głowię. Zamiast tego panna Ankdal czuła się w obowiązku wytłumaczyć wszystko o Ruchu. Nie chciała żadnych niedomówień. W końcu chodziło tutaj również o Katyę, która w przyszłości może doceni działania, w jakich bierze udział rudowłosa.
Uśmiechnęła się zwycięsko dumna ze słów dziewczyny. Ciekawe tylko, czy Trytonka zdawała sobie sprawę z powagi tych słów. Liv zadbałaby już o to, aby ta uczennica po zdradzeniu tajemnicy naprawdę straciła głowę. Ze Smokami nie należało zadzierać, gdyż ich ognista krew może poparzyć.
Przechyliła zaciekawiona głowę, gdy słuchała opinii o Smokach. W innej sytuacji pewnie zrobiłaby to samo, bo od młodszej Trytonki nie mogłaby skorzystać z pomocy w zadaniu domowym z eliksirów. Zacisnęła jedynie usta i wzruszyła ramionami. Mimo to nie przemyślała swojej szybkiej odpowiedzi.
- To dlatego, że masz na nazwisko Veselovsky - palnęła i dopiero po sekundzie zrozumiała, że popełniła gafę. Nie było to żadnym sensownym wytłumaczeniem. Do tego zapędziła samą siebie w kozi róg. - To znaczy... znam twojego brata - wymamrotała, lecz nie potrafiła znaleźć wytłumaczenia, dlaczego to było tak istotne.
Przez tą chwilę milczenia Liv modliła się o jakiś ratunek. Nagle poczuła mocne ugryzienie w palec. Sprawcą była jej własna myszka, która dziabnęła przytrzymujące ją dłonie właścicielki. Kiedy tylko uścisk się zwolnił, Klemens ruszył przez korytarz i zniknął w jakiejś dziurze w ścianie. Rudowłosa ciskała wulgaryzmami pod nosem, gdy zawijała krwawiący palec w chusteczkę. Nie raz się to zdarzało, więc dziewczyna była przygotowana.
Zrozumiała, że jeśli skończy opatrywać palec, to dziewczyny wrócą do krępującego tematu. Robiła to jak najdłużej...

__________________________________



Powrót do góry Go down
Katya Veselovsky
II rocznik

avatar

Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 8

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sro 17 Wrz - 20:12

Jakby instynktownie wiedząc, że Liivi nie zastosuje na niej smoczej terapii szokowej w zamian za irytowanie, drugoklasistka instynktownie ignorowała wszystkie znaki, które mówiły o zdenerwowaniu starszej koleżanki. Nie zauważała więc ani drgającej brwi, ani nerwowych oddechów, zamiast tego widząc prawie-że-anielską cierpliwość. Jeśli chodziło o Ruch Burzy i Naporu - na razie nie miała konkretnych myśli na temat jego działań. Uważała jedynie, że dobrą rzeczą jest to, że dyskryminowane uczennice chcą walczyć o swoje. Nie myślała jednak o dołączaniu się do tej akcji, głównie dlatego, że jeszcze nie poczuła ograniczonych praw na własnej skórze.
Katya ucieszyła się w duszy, gdy zobaczyła, że rudowłosa wcale nie ma jej za złe tego niezbyt pochlebnego wyrażenia o członkach jej domu. Całe szczęście, bo gdyby tak nie było, pewnie by dość boleśnie zapłaciła za nieumiejętność trzymania języka za zębami. Natomiast gdy usłyszała odpowiedź, szczęka jej opadła. I to dosłownie, bo nie za bardzo spodziewała się odpowiedzi, nawet jeśli wiedziała, że Nikolay zna Liivi.
- ...a Anyę znasz? Pewnie byście się polubiły. - Powiedziała po chwili ciszy, zastanawiając się, czy może powinna czynić jakieś kroki w kierunku odganiania adoratorek od brata. Nie była pewna nawet, czy Smoczyca mogła być określona w ten sposób, co trochę sprawę utrudniało.
Gryzoń i krwawiący palec nawet nie wybił jej z rytmu. A jeśli już, to prawie niezauważalnie, bo po chwili Rosjanka ciągnęła dalej. - Przecież cię nie zjem za to, że go lubisz. A przynajmniej nie na razie.
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa

avatar

Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   Sro 17 Wrz - 20:34

Zastanawiała się, czy Katya w jakiś sposób odgadła powód jej skrępowania na wzmiankę o Nikolay. Szybko się wyprostowała i przybrała kamienny wyraz twarzy. Niestety czerwone policzki i tak zdradzały jej zawstydzenie. Chyba nie była jeszcze gotowa mówić o tym otwarcie z kimś trzecim. Szczególnie, że nie wiedziała o tym, że tak łatwo się zdradzała. Nie lubiła okazywać słabości, więc i tym razem próbowała to robić.
- Niestety nie osobiście - powiedziała na wzmiankę o drugiej siostrze. Liivi już dawno zaciągnęła języka i sama obserwowała dwie dziewczyny z istną diabelską ciekawością. Jakoś nie miało to pozytywnego skutku na jej relację z graczem Trytonów, skoro dopiero niedawno pierwszy raz się do niego odezwała. Wątpiła też w fakt, że mogłaby polubić Anyę, ponieważ szczerze w to wątpiła. Nawet teraz nie wiedziała, czy sympatia w stosunku do młodszej Katyi była szczera, czy dokładnie przygotowana na taką sytuację. Liivi lubiła planować, a jeśli coś szło niezgodnie z jej zamiarem, to od razu się wściekała. Teraz chciała się obronić. Czuła, że mogłaby to zrobić tylko atakiem na dziewczynę, co było typowe dla Smoków i typowe dla Liv.
Ponownie przyszedł ratunek w postaci wściekłej grupki nauczycieli i komanderów, którzy zmierzali w stronę zaczarowanej rzeźby. Głowili się nad tym jakie przeciwzaklęcie na to pomoże oraz rozglądali się za sprawcami. Przesłuchiwali już pobliskich uczniów, aż jeden komander wypatrzył Liivi i wskazał na nią palcem.
- To ja cię zjem, jeśli komuś się wygadasz - pochyliła się nad uchem dziewczyny, aby wypowiedzieć dane słowa. Jej wzrok był lodowaty, a uśmieszek na ustach złowróżbny. Kto wie czego dotyczyła groźba... Liv szybko zebrała swoje rzeczy i ruszyła szybkim krokiem jak najdalej od grupy nauczycieli. Nie obejrzała się za siebie ani razu.

z/t
Czekam na kolejną sesję <3

__________________________________



Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienny parapet   

Powrót do góry Go down
 

Kamienny parapet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Zamek - Durmstrang :: PIĘTRO I :: Korytarze-