IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Niestanka Karpowicz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Niestanka Karpowicz
Profesor



Czystość krwi : 85%
Liczba postów : 5

PisanieTemat: Niestanka Karpowicz   Sro 10 Wrz - 22:24


Imię/Imiona: Niestanka Zoja
Nazwisko: Karpowicz
Czystość krwi: 85%
Data urodzenia: 1 dzień stycznia roku pańskiego 1954
Miejsce zamieszkania:Kraków, Polska
Była szkoła: Durmstrang (Udens)
Doświadczenie zawodowe: sześcioletnie studia astronomiczne, półroczna praca w Durmstrangu na stanowisku nauczyciela astronomii
Zawód: nauczycielka astronomii w Durmstrangu

OSOBOWOŚĆ
Lubiła tańczyć
Pełna radości tak
Ciągle goniła wiatr
Spragniona życia wciąż
Zawsze gubiła coś
Nie chciała nic

Nie chcę być taka jak wszyscy. Nie chcę zginąć w tłumie, tylko po to, by dopasować się do innych. Już nie. Nie boję się przeciągłych spojrzeń czy szeptów za plecami. Mój charakter ciągle się zmienia. Jestem jak kameleon. Chce być odważna, a mimo to boję się. Jestem szalona. Tańczę boso w deszczu. Obserwuję gwiazdy, widząc w nich coś więcej niż inni. Żyję marzeniami, wierząc, że się spełnią. Cieszę się najdrobniejszymi rzeczami. Nazywają mnie romantyczką, choć staram się mocno stąpać po ziemi. Często się uśmiecham. Śmieję na cały głos. Równie często wkurzam, dając upust swoim emocjom. Nienawidzę kłamstwa i obłudy. Wybucham w najmniej odpowiednich momentach. Szybko wpadam w panikę. Robię to, co podsunie mi podświadomość, nie rozbierając moich czynów na liczby pierwsze. Żyję. Kocham całą sobą. Nienawidzę najmocniej na świecie. Niczego nie żałuję. Rumienię się w obecności mężczyzn. Jestem nieśmiała, ale jednocześnie pewna siebie. Daję się porwać uczuciom. Nikogo nie oceniam. Wyciągam pomocną dłoń. Jestem jednym wielkim  bałaganem, choć staram się być poukładana. Nie jestem skromna, ale też nie nazbyt pewna siebie. Jestem sobą, choć nie wiem, co to znaczy.
Czuję wolność.

PREZENCJA
Idziesz powoli korytarzem, kiedy nagle jakaś drobna torpedka wpada prosto na ciebie. Pierwsze, co dostrzegasz to ciemnorude włosy, niziutka i trochę zbyt chuda sylwetka, która sprawia wrażenie, jakby przy najlżejszym dotyku miała się złamać wpół oraz nieśmiały, przepraszający uśmiech, na który wbrew sobie odpowiadasz. Kiedy upewnia się, że nic ci nie zrobiła, znika tak szybko jak się pojawiła. Jednak ty nie możesz odwrócić wzroku od znikającej za rogiem sylwetki. Może to ta kurtyna lekko falujących, łatwo rozpoznawalnych włosów, która ciągnie się za nią niby peleryna sięgająca do łopatek. Może to drobne piegi, którymi usłane są policzki i nos. Może to dziwnie magnetyczne spojrzenie piwnych oczu, które jest zaskakująco niewinne jak na ten wiek. Może to szczery i niewymuszony uśmiech, który rozświetlił całą twarz i bezwiednie wymusił na tobie taką samą odpowiedź. Może po prostu to coś, dzięki czemu wiesz, że nie udaje nikogo innego, nie potrafi ukrywać swoich uczuć i stara się zawsze być szczerą. Po wyprostowanej sylwetce i dumnie podniesionej głowie domyślasz się, że nie wstydzi się swojego dziedzictwa czy swojej rodziny.
To, czego nie zdołałeś zauważyć to fakt, że jest metamorfomagiem. Czy to jej prawdziwa postać, czy też aktualny kaprys – możesz tylko zgadywać. Jedyną częścią wyglądu, która zawsze pozostaje niezmienna są oczy. Podczas tego krótkiego oglądu nie uda ci się również zwrócić uwagę na fakt, że gdy jest zdenerwowana, przygryza wargę; kiedy wybucha śmiechem, odrzuca głowę do tyłu, jakby chciała podzielić się swoim uczuciem z całym światem; ciągle musi być w ruchu, chociażby przestępując z nogi na nogę; kiedy się na czymś koncentruje wystawia język. Ma bardzo delikatną i jasną skórę, która  ukazuje wszelkie najdrobniejsze siniaki czy otarcia, ciało jest też podatne na wszelkie fizyczne złamania/zwichnięcia. Ubiera się elegancko, trochę za poważnie jak na swój wiek, wybierając ciemniejsze, stonowane kolory. Nie maluje się, a jedyną ozdobą na jaką się kiedykolwiek decyduje to naszyjnik – pamiątka rodzinna.



GENEALOGIA
Paweł Karpowicz (55 lat) - brązowowłosy mężczyzna o miłej, schludnej prezencji, wywodzący się z czystokrwistej rodziny. Ojciec dwójki dzieci. Odziedziczył dziwne poczucie humoru, który mało kto rozumie. Ekscentryczny naukowiec, zajmujący się w domu badaniem (i tworzeniem nowych) eliksirów. Jedynak. Zawsze znajduje czas dla swoich dzieci, które w większości wypadków wspiera. Posiada w sobie wielkie pokłady cierpliwości.

Joanna Karpowicz (54 lata) - rudowłosa diablica, szczycąca się krwią w 3/4 czystą. Matka dwójki dzieci. Bardziej zasadnicza od ojca, to ona starała się wychować swoje pociechy na ludzi. Pracuje jako uzdrowicielka w Gdańsku. Przeważnie bardzo zajęta. Miła, czuła i za bardzo współczująca na swoją pracę. Również jedynaczka.

Damian Karpowicz (starszy brat) - szczęściarz, któremu rodzice nadali normalne imię. Często dogryza sobie z siostrą jak to zwykle bywa w rodzeństwie, jednak obydwoje bardzo o siebie dbają.

Dziadkowie nie żyją. Podobno jacyś dalszy kuzyni gdzieś tam są, ale rodzina Karpowiczów ostatnio spotkała się z nimi bardzo dawno temu, czyli Niestanka ich nie zna.I tyle.

HISTORIA POSTACI
Noc przydziału, Durmstrang
Rudowłosa dziewczynka o piwnych, szeroko otwartych i lekko przestraszonych oczach siedziała w przydzielonym namiocie z podkulonymi nogami, opierając brodę na kolanach. Jasne, że troszkę się bała. Nie dość, że była tak daleko od swoich rodziców i ukochanej Polski, to jeszcze miała spać w środku lasu, z tymi wszystkimi niepokojącymi dźwiękami, rozlegającymi się na zewnątrz. Br! Nagle usłyszała ciche łkanie, dobiegające z sąsiedniego posłania. Wydawała je jeszcze mniejsza i jeszcze chudsza od niej uczennica, która nie wyglądała na swoje 13 lat. To podtrzymało Niestanke na duchu i uświadomiło jej, że musi być dzielna. Przysunęła się bliżej nieznajomej i delikatnie przesunęła ręką po jej złocistych włosach, szepcząc pocieszające i uspokajające frazesy. Nie potrafiła znieść czyjegoś bólu/strachu/cierpienia – było to zdecydowanie gorsze niż przeżywanie własnego. Nie wiedziała jak dużo czasu minęło nim rówieśniczka usnęła, nie wiedziała, kiedy jej własne powieki opadły, jednak nagle obudził ją szum skrzydeł. Sowy. Z listami, w których były jakieś niezrozumiałe wskazówki.
Po wszystkim jej przyszłość się rozstrzygnęła. Trafiła do Udensu.

Ostatni tydzień wakacji, dom rodzinny
- Cholera jasna! Na Merlina, tylko nie znowu to samo! – zrozpaczony dziewczęcy jęk porażki, dobiegający z góry, rozbrzmiał w całym domu, przyciągając uwagę domowników. Zaraz po nim nastąpił głośny łomot i dźwięk zbiegających ze schodów stóp. Po sile nacisku na drewno nie trudno było zrozumieć, że ich właściciel był wkurzony. Jeszcze chwila, a rudowłosa głowa z czarnymi, nierównomiernie rozłożonymi pasemkami pojawiła się w drzwiach kuchni; cera wydawała się pokryta nienaturalnie dużą ilością pieprzyków, których na co dzień zdecydowanie było mniej. Zaróżowione policzki oraz oczy rzucające błyskawice wskazywały na silne wzburzenie nastolatki, które tylko potwierdzało, że coś jest zdecydowanie nie tak. Drobne dłonie zaciskały się w niepohamowanej frustracji swoim życiem.
- Mamo, próbowałam! Próbowałam i zobacz, co mi to dało! – Jakby znajdujący się w pomieszczeniu nie zdołali odgadnąć o co jej chodzi, podniosła ręce, zaciskając palce na pofalowanych kudłach, ledwo powstrzymując się przed wyrwaniem ich. Nie skomentowała wyglądu mocno przekrzywionego nosa czy tych wszystkich brązowych kropek zdobiących całe jej ciało. Skrzywiła się z odrazą na męskie prychnięcie, dobiegające od osobnika, który podobno miał być jej bratem. PODOBNO. Nadal nie do końca w to wierzyła, chociaż ich podobieństwa nie dało się przemilczeć, niestety. Niestanka posłała rodzicom błagalne spojrzenie, licząc na ich zrozumienie. Starała się zlekceważyć fakt, że obydwoje wyglądali jakby ledwo udawało się im powstrzymać śmiech. Przecież powinni ją wspierać!
- Nie jest tak źle, kochanie – odezwała się łagodnie kobieta w kwiecie wieku, posyłając córce czułe spojrzenie. – Biorąc pod uwagę, co stało się poprzednim razem…
Nie, zdecydowanie nie chciała sobie tego przypominać. Taki wstyd! Myślała, że już nigdy nie wyjdzie ze swojego pokoju. To naprawdę nie była jej wina, że te jej wspaniałe (khem) zdolności nie działały tak, jak tego chciała. Wcale, a wcale. Kurczaczki, z chęcią by z nich zrezygnowała. Nie jej wina, że babka musiała być metamorfomagiem, co odziedziczyła po matce, która przejęła umiejętność po pradziadku, który… zresztą mniejsza z tym.
- Miałam wyjść z Julkiem. Przecież nie pokażę się mu w takim stanie... –Wydała płaczliwy dźwięk, który miał uzewnętrznić jej uczucia, z których kochana rodzinka jak widać nie zdawała sobie sprawy. Przecież wszyscy wiedzieli, że się jej podobał! Jeśli by ją teraz zobaczył to nigdy więcej by na nią nie popatrzył nawet. Nie mówiąc o tym, co wymyśliłyby dzieciaki z sąsiedztwa.
- Kochanie, pamiętasz? Weź głęboki oddech i powoli go wypuść - usłyszała głęboki baryton swego ojca, zanim poczuła jego silne, ciepłe ręce na ramionach. Od razu poprawił się jej humor, a kiedy zastosowała się do jego rady, poczuła jak wszystkie emocje z niej wylatują. Przymknęła oczy, przez chwilę zapominając o tej strasznej chwili, która nastąpi, gdy ktoś zobaczy jej odmieniony wygląd. Przymknęła oczy, by po kilku sekundach otworzyć je, wpatrując się z nadzieją w tatę. Zawsze ją rozumiał i wspierał. Teraz obrócił nią w stronę lustra, a kiedy z bijącym szybko sercem spojrzała w taflę... zobaczyła normalnie wyglądającą siebie. Z radosnym piskiem rzuciła się mu w ramiona, po czym ucałowawszy go w obydwa policzki i rzuciwszy spanikowane Jestem spóźniona!, wybiegła jak tornado z pomieszczenia, zostawiając za sobą gromadkę, kręcącą z niedowierzaniem głowami. Ale cóż się dziwić, była prawdziwym żywiołem!

Rok szkolny, Durmstrang
Uch, była spóźniona! Na pewno dostanie szlaban, a przecież i tak jest obłożona obowiązkami i...
BUM!
Jej bieg i tak samo szybkie myśli przerwało nagłe uderzenie w kogoś, zachwianie się i zostanie uratowanym przez umięśnione ramię, które powstrzymało jej upadek. Już chciała podziękować i szybko ruszyć dalej, kiedy podniosła wzrok i... zamarła. To był ON. I nadal ją trzymał. Nie potrafiła wydobyć z siebie głosu, czując ciepło pojawiające się na policzkach, kiedy uśmiechnął się tym uśmiechem. Tym, od którego miękły jej kolana.
- Wszystko w porządku? - Usłyszała jego zatroskany głos. Martwił się o nią? Och, powinna coś powiedzieć, żeby nie uznał jej za niedorozwiniętą idiotkę? No cóż, mogła jedynie pokiwać głową, oddychając płytko. Jak zawsze w jego obecności.
- Na pewno? - zapytał po raz drugi, dotykając jej włosów z dziwnym błyskiem w oczach. Kiedy rano sprawdzała wszystko było z nimi w porządku. Długie, lekko falowane, spływały różowymi falami... Chwila, różowymi? Jej włosy były obrzydliwie RÓŻOWE (tak samo jak policzki, jak widać dostosowały się, psht) i to akurat teraz?! Głupie emocje, głupia genetyka, głupie dziedzictwo!

10 lat później, znowu Durmstrang
Jej pierwszy dzień. Pierwszy dzień na stanowisku nauczycielki. Denerwowała się jak cholera, choć nikomu by się nie przyznała. Po raz ostatni spojrzała na swoje odbicie w lustrze, przybierając odważny uśmiech i wycierając spocone dłonie o spodnie. Poprawiła leżące na biurku papiery, zerkając na ścienny zegar. Jeszcze pięć minut zanim uczniowie zaczną wlewać się do sali. Czuła się jak we śnie – nadal nie wierzyła, że naprawdę dostała tą posadę. Cóż, można mówić tu o niejakim szczęściu, trafieniu na moment, gdy psorka, ucząca za jej czasów postanowiła wreszcie odejść na zasłużony odpoczynek. Dobrze się złożyło, bo to było to, co od zawsze planowała robić. Chciała nauczać i przekazywać swoją wiedzę młodzieży. Tylko nie zdawała sobie sprawy, że będzie to tak przerażające i stresujące. Ale nie po to tyle się uczyła, dostała na do jednego z najlepszych uniwersytetów, by teraz od tak zrezygnować, prawda? Prawda?
Ponownie spojrzała na zegar.
Trzy minuty.
Dwie.
Jedna.
Koniec.


I tak wpadła. Niedługo minie półrocze jej pracy w szkole. Pokochała to, pokochała swoich uczniów i ma nadzieję, że to odwzajemniają. Przynajmniej częściowo.


STATYSTYKI

  • A)  Obowiązkowe
    > Zaklęcia  i uroki - 80/100
    > Czarna  Magia - 21/100
    > Obrona przed czarną magią - 88/100
    > Ziołolecznictwo - 28/100
    > Eliksiry - 35/100
    > Transmutacja - 93/100
    > Sprawność  fizyczna - 18/100
    > Historia Magii - 17/100

  • B)  Dodatkowe
    > Numerologia - 0/100
    > Starożytne runy - 14/100
    > Astronomia - 100/100
    > Opieka nad magicznymi stworzeniami - 0/100
    > Oklumencja - 32/100
    > Leglimencja - 12/100
    > Quidditch  - 0/100
    > Znajomość  zamku  - 22/100
    > Genetyka - 40/100



Wybrany wizerunek: Dascha Sidorchuk
Powrót do góry Go down
Liivi Ankdal
Administrator
V klasa



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 107

PisanieTemat: Re: Niestanka Karpowicz   Sob 13 Wrz - 20:33


+4 punkty aktywności za postać nauczyciela

__________________________________



Powrót do góry Go down
 

Niestanka Karpowicz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Karty Postaci-