IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Svetlana Romanowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Svetlana Romanowa
V rocznik



Czystość krwi : 75%
Liczba postów : 15

PisanieTemat: Svetlana Romanowa   Czw 11 Wrz - 14:39


Imię/Imiona: Svetlana Raisa Pawłowiczowa
Nazwisko: Romanowa
Czystość krwi: 75%
Data urodzenia: 24 styczeń 1964r. | V klasa
Drużyna: Udens
Miejsce zamieszkania: Sankt Petersburg, Rosja


OSOBOWOŚĆ
Widzisz ją już nie pierwszy, nawet nie drugi raz, jednak po raz kolejny jej obecność wywołuje na twojej twarzy uśmiech. Możesz nienawidzić ją w każdy możliwy sposób i z byle powodu rzucać w nią obelgami, jednak trudno jest ci się pozbyć tego wrażenia, że przecież ten diabeł nie może być taki zły, jak go malują. Trudno jest ci nawet przypomnieć sobie, kiedy ostatnim razem widziałeś ją smutną czy przybitą. Ta dziewczyna jest chodzącym uosobieniem szczęścia i nie trudno jest się zarazić od niej uśmiechem. Bardzo rzadko narzeka na niewygodę, pogodę lub innych uczniów. W ogóle ciężko się od niej dowiedzieć jakiś konkretnych plotek. Prędzej powierzysz jej swoją kolejną tajemnicę, aniżeli będziesz obgadywać koleżankę z ławki.  
Wchodząc w kwestie nauki. Lana nie przejawia szczególnego zainteresowania przedmiotami, które nie przydadzą się jej do osiągnięcia stanowiska dyrektorki szpitala magicznego. Podczas zajęć z Historii Magii nie raz, nie dwa, udało się jej przysnąć. Ten przedmiot zdaje tylko i wyłącznie dzięki opiece sił wyższych, w które i tak nie wierzy. Mimo to historię rodziny Romanow ma w małym palcu, i to nie z własnej woli, a  dziadka. Dziewczyna bardzo dobrze działa pod presją czasu, jednak naganami i groźbami nie zmusisz jej do zrobienia czegokolwiek. Będzie się opierać i walczyć, używając do tego wszystkich czterech kończyn. Powiedzenie spodziewaj się niespodziewanego powinno być hasłem przewodnim jej biografii - gdyby kiedykolwiek dorobiła się takowej na papierze.
Największą pasją dziewczyny są eliksiry i wszystko co z nimi związane. Dopiero podczas ważenia magicznych naparów Lana odnajduje w sobie pokłady cierpliwości i dokładności, o jakie mało kto ją podejrzewa. W życiu codziennym posługuje się swoim własnym, dziwnym systemem, i choć niektórzy patrzą na nią jak na jedną z najbardziej chaotycznych i niepoukładanych osób w całym zamku, to Svetlana ma wszystko dokładnie poukładane. To, że nie każdy potrafi dostrzec sens w jej sposobie, nie znaczy to, że nie jest on dobry. Stawia na niezależność, a ludzie nie potrafiący ogarnąć własnego “ja” doprowadzają ją do białej gorączki. Lana bardzo rzadko ukrywa to, co myśli. Bycie tak prostolinijną osobą często pakuje ją w kłopoty, szczególnie odkąd zaczęła uczęszczać do Durmstrangu. Sztywne zasady i wieczne dostosowywanie się do poleceń nie leży w jej naturze. Czasami łamie regulamin bezwiednie, z wcale nie złymi intencjami, choć w większości przypadków robi to z premedytacją.
Do tej pory nikomu nie udało się zidentyfikować źródła energii u panny Romanow. Pozytywnie nastawionej części społeczeństwa jest to wręcz obojętne. Jest serdeczną, śmiałą dziewczyną, która powie ci w twarz, co o tobie myśli, nie przejmując się konsekwencjami. Kłamstwa nie leżą w jej naturze. Ciężko jej kłamać, ponieważ zazwyczaj towarzyszą temu niechciane przemiany w jej wyglądzie - od słoniowych uszu, przez kaczy dziób zamiast ust, czy ciemniejące ze wstydu włosy. Tak czy inaczej, łatwo ją wtedy rozszyfrować. Dlatego wybiera prawdomóność, i dzięki temu nie musi się później zasłaniać kolejnymi kłamstwami.
Decyzje podejmuje stosunkowo szybko, i wierzy, że człowiek uczy się na własnych błędach, a nie cudzych. Wszystkiego chce spróbować na własnej skórze i ma duszę odkrywcy. Nie straszne jej nocne wyprawy po zamku, ciemne pomieszczenia z pajęczynami starszymi od niej, czy nowe potrawy. W takich momentach wykazuje się nie małą odwagą. Ta cecha przekłada się również na kontakty z innymi uczniami. Za słabszym od siebie stanie murem, nawet, jeżeli za przeciwnika ma silniejszą i sprytniejszą osobę niż ona sama. Ciężko jest jej natomiast bronić samej siebie, szczególnie jeżeli ktoś szydzi z jej wyglądu czy dodatkowych umiejętności - metamorfomagii. Łatwo nawiązuje nowe przyjaźnie, czerpie przyjemność z najdrobniejszych rzeczy i lubi obdarowywać innych oryginalnymi prezentami. Ludzi darzy zaufaniem, jednak jeżeli ktoś ją oszuka bądź wykorzysta, w oczach Lany taka osoba przestaje istnieć. Trudno jest odzyskać zaufanie i przychylność Lany, a dostanie drugiej szansy ociera się o złudne marzenie. Zdarzają się wyjątki, jednak jest ich garść, i można je policzyć na palcach jednej ręki. Panna Romanow jest przyjaźnie nastawiona do nowych ludzi, i lubi okazywać uczucia poprzez uściski, buziaki w policzki czy prosty komplement jeszcze przed pierwszym śniadaniem. Większość chłopaków traktuje jak przyjaciół i ciężko jest się wydostać z tej strefy. Lana jest ślepa na zaloty, a jeżeli pocałuje jakiegoś delikwenta w policzek, to tylko dlatego, że jest to dla niej całkowicie normalne zachowanie w stosunku do przyjaciół. Skąd w takim razie wiadomo, że między nią a nim jest coś specjalnego? Wystarczy uważnie obserwować Svetanę. Jej zapał do psot i energia nieco się uspokajają, niektórzy nawet mówią, że staje się w jego obecności nieśmiała (informacja nie potwierdzona!), i nie skacze po nim jak po wszystkich innych dookoła.
Zdarzają się sytuacje, w których pozytywna energia Lany zamienia się w ognistą pożogę. Dziewczyna nie denerwuje się z byle powodu, jednak jeżeli wyprowadzi się ją z równowagi, a co gorsza porządnie zdenerwuje - bójcie się narody i wszyscy mieszańcy Ziemi. Prócz niekontrolowanych przemian, towarzyszą temu stanowi liczne zaklęcia, często wymyślane na poczekaniu, i chaotyczne ruchy rąk i nóg.
Jednym będzie przypominać Kaczkę Dziwaczkę, inni zaś powiedzą, że jest Chochlikiem Szczęścia, ktoś inny nazwie ją głupią czy naiwną. Ile ludzi dookoła Lany, tyle o niej opinii, dlatego najlepiej wyrobić sobie własną!


PREZENCJA
Czarodziej Metamorfomag Romanow (Homo Sapiens Magicas Metamorfogis Romanis)  - endemiczny gatunek dzieci metamorfomagów z rodziny Romanowów, występujący jedynie w izolowanych obszarach czterech ścian domu w Sankt Petersburgu i dormitorium Instytutu Durmstrang. Jedynym udokumentowanym do tej pory przedstawicielem gatunku jest panna Svetlana Raisa Romanowa.
Svetlana, której płeć w dniu narodzin zdefiniowano jako żeńską, mierzy równe sto siedemdziesiąt centymetrów. Z powodu braku materiałów porównawczych, trudno określić, czy mieści się on w granicach przeciętności tego gatunku. Porównując ją jednak do gatunku pokrewnego Homo Sapiens Magicas, potocznie zwanego czarodziejami, mieści się on w przedziale  “wysoka, ale nie wieżowiec”. Porusza się przeważnie na dwóch nogach, stawiając kroki z dużą lekkością i swobodą, jak wprawiona w zawodzie tancerka. Szczupła budowa ciała, z charakterystycznym u przedstawicielek płci żeńskiej wcięciem w talii, najczęściej podreślana jest przez proste sukienki lub jeansy z wysokim stanem, zależnie od pogody.
Ciężko jednoznacznie opisać wygląd zewnętrzny przedstawicielki tego gatunku. Jest to spowodowane przez jej genetyczną umiejętność dostosowania wyglądu wedle woli. Jedyną charakterystyczną i niezmienną dla niej cechą są ciemnozielone oczy, stosunkowo dużego rozmiaru - w porównaniu do drobnej twarzy. Są one jedynym elementem aparycji, której ten gatunek nie jest w stanie przekształcić. Nad nimi znajdują się specyficzne, mocno zaznaczone brwi, które wyłamują się z powszechnego kanonu piękna wśród czarownic. Nos ma stosunkowo zgrabny, z delikatnie zadartą końcówką, a średniej wielkości usta dopełniają wizerunek, nadając jej twarzy nieco zagadkowego uroku. Cera stosunkowo gładka, bez widocznych przebarwień czy niedoskonałości. Całość scalają gęste włosy, których długość waha się zależnie od temperatury panującej w zamku. Trudno określić naturalny kolor włosów panny Romanow. Najczęściej nosi je w odcieniach blondu, jednak nie raz widziano ją w głębokiej czerni lub innych, uważanych za szalone, kolorach. Bardzo często podkreślają one aktualny stan samopoczucia dziewczyny.

GENEALOGIA
Nazwisko Romanow zagościło na stałe w społeczności czarodziejów na początku XX wieku, kiedy to syn Pawła Aleksandrowicza Romanowa i Aleksandry Greckiej, Dymitr, ożenił się z amerykańską czarownicą Audrey Emery. Zawarty przez nich związek morganatyczny sprawił, że ich syn, urodzony w tysiąc dziewięćset dwudziestym siódmym roku Paweł Dymitrow Romanow, nie mógł odziedziczyć po ojcu prawa do tytułu, dóbr i funkcji, oraz zachowywał niższy stan społeczny po matce. Z tego powodu następne pokolenia Romanowów w tej linii nie należą już do rosyjskiej szlachty, niezależnie od ilości złotych monet w skarbcu. Natomiast w rosyjskiej społeczności czarodziejów plasują się na poziomie średnio zamożnych obywateli, a ich nazwisko nie ma już takiej mocy jakie miało wśród mugoli.
Paweł Dymitrow Romanow zaczął przejawiać zdolności magiczne stosunkowo szybko, bo już w drugim roku życia. W końcu tajemnica jego matki ujrzała światło dzienne i rodzinie przyszło skonfrontować się z całkiem nowym światem, pełnym czarów, magicznych stworzeń i niezmiennej chorej ambicji klasy wyższej. Chłopak zaczął uczęszczać do Durmstrangu, a po ukończeniu nauki podjął pracę na stanowisku młodszego asystenta w rosyjskim Ministerstwie Magii, w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, gdzie pracuje po dziś dzień, już jako wyższy rangą urzędnik. Podczas jednej z wizyt w Polsce, w czasach, kiedy jego kariera dopiero się zaczynała, poznał swoją przyszłą żonę, Helenę Gory. Ta czystokrwista czarownica o angielsko-polskim pochodzeniu była świeżo upieczoną absolwentką Hogwartu i właśnie rozwijała swoje skrzydła w dziedzinie magii leczniczej. Miała wtedy w zwyczaju oplatać wokół szyi granatowo-niebieski szalik swojego szkolnego domu, a jej uśmiech był wręcz zaraźliwy. Młoda para pobrała się późną wiosną tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego pierwszego roku, przeprowadzając się do niewielkiego mieszkania w Sankt Petersburgu. Rok później na świat przyszło ich pierwsze dziecko - córka Eva Pawłowiczowa Romanowa. Dziewczynka wdała się z wyglądu w ojca. Włosy miała ciemne, a oczy intensywnie zielone. Na tle innych uczniów Durmstrangu wyróżniała się błyskotliwością oraz rzadko spotykaną wśród jej rówieśniczek zaradnością. Była oczkiem w głowie rodziców, i stała się wzorcem, do którego następnie musiała się upodobnić jej młodsza siostra, Svetlana. Pomiędzy dziewczętami jest jeszcze dwóch braci. Starszy z nich, Sergei, urodził się cztery lata po Evie. I w tym przypadku geny rodu Romanowów odznaczyły się mocno w aparycji najstarszego męskiego potomka - chłopak wyglądał jak męski odpowiednik swojej starszej siostry. Miał ciemne, gęste włosy, pod którymi ukrywały się zielone oczy. Babka Audrey często powtarzała, że mały Sergei jest młodszą wersją jej syna, Pawła. Zaczął wykazywać zdolności magiczne dość późno, bo dopiero po czwartych urodzinach. Rodzice martwili się, że syn może być charłakiem. Ta myśl prześladowała ich jak zły sen. Sergei był stosunkowo spokojną osobą podczas nauki w Durmstrangu. Należał do drużyny Udens. Nauczyciele nie skarżyli się na jego zachowanie, na przestrzeni siedmiu lat tylko raz go ukarano. Nie tak dawno temu ukończył studia za granicą i już zawodowo zajmuje się łamaniem klątw. Młodszy z braci, Grigori jest zaledwie rok starszy od Svetlany, a ich urodziny wypadają dzień po dniu. Tak samo jak reszta rodzeństwa, uczy się w Durmstrangu i jest aktualnie na szóstym roku. Włosy w odcieniu ciemnego blondu odziedziczył po matce, natomiast oczy, charakterystyczne już dla dzieci Romanowów, są  zielone.  Ze starszym rodzeństwem nie ma tak dobrych kontaktów jak z Laną. Choć czasem dochodzi pomiędzy nimi do spięć, i obrzucają się niecenzuralnymi słowami, to są ze sobą bliżej niż z resztą rodziny.


HISTORIA POSTACI
Koniec stycznia 1964 roku. Pogoda tego dnia nie była szczególnie ekscytująca jak na możliwości rosyjskiej zimy. W Sankt Petersburgu od kilku dni padał śnieg, ludzie uspokoili się już po obchodach nowego roku, a w domu państwa Romanowów trójka dzieci biegała dookoła dużego stołu. Nie tak dawno temu przenieśli się do nowego lokum, większego od starego mieszkania w centrum, które przy trójce dzieci nagle zrobiło się klaustrofobicznie miniaturowe. Dom leżał nieco dalej od centrum, było tu spokojniej, a szumy od ulicy nie budziły już co chwilę dzieci. Mały Sergei skakał dookoła swojej mamy, która już niedługo miała urodzić mu siostrzyczkę. Grigori co chwila manifestował swoją obecność głośnymi piskami i śmiechem, a Eva ze spokojem godnym poszanowania pacyfikowała wybryki młodszego z braci. Głowa rodziny, pan Paweł, miał już za chwilę wrócić z pracy.
Ten sam dzień nie dobiegł końca, kiedy to przed samą północą pani Romanowa znalazła się w szpitalu. Dłuższa wskazówka zegara zbliżała się nieubłaganie do krótszej, by za kilkanaście minut w równych odstępach wybić godzinę dwunastą. Z sali położniczej w niewielkim skrzydle szpitala dochodzą dramatyczne jęki i krzyki. Pan Romanow krąży po korytarzu, nie mogąc choć na chwilę spokojnie wypić kolejnego kubka zimnej już kawy. Powinien być bardziej opanowany, w końcu to nie pierwszy raz, a już czwarty czeka w tym samym korytarzu na wieści zza niebieskich drzwi. Trójka jego starszych dzieci dawno już śpi w domu, pod czujnym okiem jego matki. Słychać cichy płacz. Drzwi nagle się otwierają, a położna zaprasza go do pokoju, w którym jego żona Helena trzyma małe zawiniątko w rękach. - To dziewczynka, gratuluję. - Powiedziała pielęgniarka i wyszła z pomieszczenia, dając rodzicom nieco prywatności.
Pan Paweł podszedł do żony i z zachwytem przyjrzał się małej twarzyczce, wyglądającej zza białego kocyka. Dzieci zaraz po urodzeniu wyglądają jak małe pomarszczone rodzynki, z wielkimi oczyma. Ta mała rodzynka miała je w pięknym, zielonym kolorze. Można się było tego spodziewać, w końcu wszystkie dzieci Romanowów mają takie. Na jej główce było już całkiem sporo ciemnych włosów, nastroszonych we wszystkie kierunki. Ojciec nachylił się nad nią, i pocałował w małe czółko. Dziewczynka spojrzała na swojego tatę, a jej ciemne włosy pojaśniały do tego stopnia, że były już w odcieniu jasnego blondu. Oczy pana Pawła otworzyły się szeroko i nie mógł oderwać od niej wzroku. - Cieszy się na twój widok. - Powiedziała cicho pani Romanow, poprawiając córkę na rękach. Jej mąż spojrzał na nią, marszcząc czoło. - Mogę przysiąc, że przed twoim wejściem miała je czarne jak noc. - Spojrzała na Pawła i uśmiechnęła się. - Svetlana jest taka jak ja - powiedziała, i potrząsnęła głową, a jej włosy stały się białe jak śnieg  za oknem. Zegar wybił północ.
Dni mijały, a u małej dziewczynki coraz częściej można było dostrzec magiczne zmiany. Kiedy była zła, jasne włosy zmieniały się w truskawkowy blond. Podczas wysokiej gorączki jej włoski ciemniały, podchodząc już bardziej pod brąz. Babka Audrey nie mogła pogodzić się z odmiennością wnuczki, i nie raz, nie dwa zrzucała winę za jej zmiany na padające światło, albo zwykłe dorastanie. Wystarczająco długo musiała walczyć ze swoją synową, i tak bardzo cieszyła się, że jej dzieci nie dziedziczyły po niej zdolności do przemian. Dopiero kiedy podczas jednego z rodzinnych obiadów nos Lany zamienił się w świński ryjek i zachrumkała, nadszedł czas na pogodzenie się z rzeczywistością. Svetlana była metamorfomagiem.
Panowanie nad przemianami nie było najmocniejszą stroną dziewczynki. Jako dziecko była bardzo energiczną i pełną oryginalnych pomysłów dziewczynką. Nie raz próbowała kłamać prosto w oczy, oszukiwać w grach, czy udawać, że jej na czymś nie zależy. Zawsze jednak łatwo ją było rozszyfrować - jej włosy miały całą paletę barw, dzięki której czytało się z niej jak z otwartej księgi.
Po przekroczeniu magicznej liczby siedmiu lat zdolności do metamorfozy u Lany zwolniły tempo, i dziewczyna mogła uczyć się powoli nad nimi panować. Nie manifestowały swojej obecności przy najmniejszej zmianie jej humoru, a rodzice w końcu zaczęli zabierać ją na przyjęcia do dziadków. W międzyczasie ujawniły się jej zdolności magiczne (poza metamorfomagią).
Rodzice obawiali się, że Svetlana nie będzie w stanie panować nad swoimi umiejętnościami w środowisku szkolnym. Duży stres, nacisk ze strony nauczycieli, oraz energiczny i pełny swobody sposób bycia dziewczyny mogły mieć katastrofalne efekty w panowaniu nad przemianami. Szczególnie, że nie jest to umiejętność, którą powinna się chwalić. Svetlanie trudno jest się skoncentrować, a rozpraszające i pełne wrażeń towarzystwo wcale jej w tym nie pomaga.
Ceremonia Przydziału zapadła Lanie głęboko w pamięć. Były to dla niej emocjonujące i pełne wrażeń godziny, podczas których po raz ostatni mogła być w pełni sobą (i nie zostać za to ukaraną). W momencie, kiedy prowadzili ją razem z pozostałymi pierwszoroczniakami do namiotów, niemalże podskakiwała z ekscytacji. Starsze rodzeństwo, w szczególności Sergei, naopowiadali jej przeróżnych historii o tym, co może zdarzyć się podczas tej wyjątkowej nocy. Z pewnością chcieli ją nastraszyć i sprawić, że dostanie się do najgorszej drużyny, ale ich niecne plany spłonęły na stosie razem z tą okropną sukienką w kwiaty, do której noszenia zmuszała ją Eve, i jedynie sprawiły, że Lana jeszcze bardziej nie mogła doczekać się Halloween. Kiedy większość dzieciaków w jej namiocie wczołgała się do śpiworów i miała ochotę wrócić do domu, w Svetlanie obudził się zapał do poznawania i eksplorowania nowego otoczenia. Zaczęła od przechadzki po namiocie, później przywitała się niemalże z każdą osobą w promieniu stu metrów, po czym z różdżką schowaną za pazuchą udała się na zwiedzanie okolicy. Ciemności egipskie i ziąb nie robiły na niej większego wrażenia. Tak się przynajmniej mogło wydawać postronnym obserwatorom. Prawda była jednak taka, że dziewczyna nie pomyślała o wyciągnięciu różdżki i oświetleniu sobie drogi. Bo po co ułatwiać sobie życie, prawda? Wpadła na to dopiero w chwili, kiedy jej noga zaplątała się w jeden ze sznurków podtrzymujących sąsiedni namiot. Podczas Wielkiej Próby, kiedy sowy zaczęły budzić jej towarzyszy z namiotu, Svetlana była już gotowa do wymarszu i wiedziała, a przynajmniej zakładała, w którą stronę powinni się udać, by dotrzeć na wskazane miejsce. Wszystko poszłoby o wiele szybciej, gdyby nie pewna dziewczyna z jej teamu, która bardziej od chrząszczy brzydziła się chyba samej natury. Lana zapewne zostawiłaby ją w stercie liści gdzieś w lesie, jednak postawiła na grę zespołową i niemalże zaciągnęła dziewczynę na miejsce siłą (co jest całkiem imponujące, zważając na fakt, że miała wtedy lat trzynaście i była wzrostu siedzącego psa).
W trzeciej klasie, podczas zajęć z Obrony Przed Czarną Magią jej nos i usta upodobniły się do mysiego ryjka. Dziewczyna niekoniecznie pamięta, czego się tak przestraszyła, jednak od tamtego czasu pewien kolega z klasy zwraca się do niej per “Ryjówka”.
Przez swoje niekontrolowane metamorfozy zyskała wśród uczniów Durmstrangu cały zbiór przezwisk, którymi jej koledzy i koleżanki posługują się na przemian. Jedną z nielicznych osób, która faktycznie docenia tę umiejętność u Svetlany jest jej starszy brat. Podnosi ją na duchu, kiedy jej entuzjazm opadnie, albo ktoś zacznie jej wytykać jej odmienność. Dziewczyna nie chce stać się klasowym klaunem, ale jej entuzjazm i przyjazne nastawienie niedługo mogą do tego doprowadzić. Nauczyciele nie patrzą przychylnie na jej zmiany podczas lekcji, dlatego Lana stara się nad nimi panować najbardziej jak potrafi, jednak odbija się to na jej ocenach.



STATYSTYKI


  • A)  Obowiązkowe
    > Zaklęcia  i uroki -21/100
    > Czarna  Magia - 21/100
    > Obrona przed czarną magią - 22/100
    > Ziołolecznictwo - 33/100
    > Eliksiry - 37/100
    > Transmutacja - 31/100
    > Sprawność  fizyczna - 24/100
    > Historia Magii - 17/100

  • B)  Dodatkowe
    > Numerologia - 0/100
    > Starożytne runy - 0/100
    > Astronomia - 20/100
    > Opieka nad magicznymi stworzeniami - 0/100
    > Oklumencja - 0/100
    > Leglimencja - 0/100
    > Quidditch  - 0/100
    > Znajomość  zamku  - 35/100
    > Genetyka - 39/100



Wybrany wizerunek: Cara Delevingne
Powrót do góry Go down
Laima S. Frīdenbergs
Moderator
V klasa



Czystość krwi : krystaliczna
Liczba postów : 57

PisanieTemat: Re: Svetlana Romanowa   Czw 11 Wrz - 15:00



+10 pkt aktywności za piękną i ciekawą kartę Smile

__________________________________


Life is a game, but it's no fair. I break all the rules, so I don't care.
Powrót do góry Go down
 

Svetlana Romanowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Instytut Durmstrang :: Karty Postaci-